Historii ciąg dalszy

Jak pisałam uprzednio, pośrednicy bywają różni.

Zdarzają się pośrednicy sympatyczni, pomocni, rzetelni, a zdarzają się i tacy, którzy bez zbędnych wstępów wysyłają do podpisania umowę pośrednictwa. Jak Pośrednik 2.

Zdziwiłam się wielce całą sytuacją, szczególnie w świetle wydarzeń opisanych wcześniej, gdy nagle w mojej skrzynce wylądował pewien e-mail z załącznikiem. Otworzyłam i w miarę czytania mój uśmiech stawał się coraz szerszy.

Pomijając kwestię braku negocjacji wysokości wynagrodzenia dla Pośrednika za usługę (Narzucono pewną, dość wygórowaną stawkę), w treści umowy znalazł się m.in. zapis:

„Wynagrodzenie dla Zleceniobiorcy za określoną w paragrafie 1 usługę wynosi: W przypadku kupna 3% netto plus należny podatek VAT ostatecznej ceny kupna nieruchomości, płatne przez Zleceniodawcę w terminie 7 dni od podpisania przez strony transakcji umowy kupna w formie aktu notarialnego.”

Zapis w tej formie jest nie tyle wątpliwy i dwuznaczny, co jest tzw. klauzulą abuzywną, na co zwróciłam Pośrednikowi uwagę.

Podstawy prawne:

– Ustawa z dnia 5 lipca 2001 r. o cenach (art. 3 ust. 1 pkt 1)

– Orzeczenie Sądu Ochrony Konkurencji i Konsumenta z dnia 17.06.2009 r,, wpisane do Rejestru Klauzul Niedozwolonych za numerem 1662 (i wiele dalszych orzeczeń…)

– Rejestr Klauzul Niedozwolonych UOKiK:

http://www.pfrn.pl/page/879

http://www.uokik.gov.pl/rejestr_klauzul_niedozwolonych2.php

Może to oczywiste, ale czytajcie dokładnie umowy, zanim je podpiszecie.

***

P.S. Przed chwilą odebrałam telefon od Pośrednika 2, który z oburzeniem zareagował na mojego (o dziwo) grzecznego, konkretnego i neutralnego e-maila, w którym wyjaśniłam, dlaczego na chwilę obecną nie mogę podpisać przesłanej mi umowy.  Po 7 minutach nieprowadzącej do nikąd rozmowy z osobą, która upierała się przy swoim (- mimo iż racji nie ma, w czym utwierdziły mnie informacje uzyskane drogą elektroniczną od Stowarzyszenia Konsumentów Polskich oraz Polskiej Federacji Rynku Nieruchomości, za które serdecznie Państwu dziękuję!), stwierdziłam, iż czas to zakończyć. Forma kontaktu z Pośrednikiem 2 bardzo mi się nie spodobała i niestety nie jestem w stanie dalej z nimi współpracować.

Reklamy

Wszędzie panie Halinki…

Mam chyba jakiegoś wyjątkowego pecha do usług szeroko pojętych. Wiele interakcji, czy to w banku, na poczcie, u fryzjera, w sklepie, z reguły nie przebiega tak, jak przebiegać powinno. Przez 7 lat wpajano we mnie zasady prawidłowej obsługi klienta, uczono proaktywnej postawy wobec klienta, prezentowania sobą jakiejś kultury osobistej, zaangażowania, a przede wszystkim profesjonalizmu. Krytycznie patrząc, spełniam te kryteria. Raczej nikt nie miał podstaw do narzekania. Teraz z kolei ja oczekuję podobnego zachowania względem mnie, gdy na co dzień w wielu sytuacjach to ja jestem klientem.

O naiwności.

Aktualnie na tapecie temat nieruchomości, więc mam przyjemność (?) częstych kontaktów z pośrednikami. Nie powiem, że wszyscy są źli. Jednak ci pośrednicy, na których trafiam, wystawiają bardzo niefajne świadectwo jako reprezentanci tego zawodu.

Porada wstępna: Zanim zaczniesz rozglądać się za ofertami nieruchomości, upewnij się, że masz abonament i mnóstwo darmowych minut.

Pośrednik 1: Dzwonię raz. Po jakimś czasie drugi raz. Odbiera. Umawiamy się na oględziny nieruchomości na konkretny dzień, na konkretną godzinę. Załatwiam „wsparcie techniczne”. Jakieś przeczucie każe mi na pół godziny przed terminem zadzwonić do pośrednika. Po drugiej stronie lekkie zakłopotanie: „Oj, to ja do Pani nie zadzwoniłem? Bo oferta jest już nieaktualna…”

Porada kolejna: Wiąże się z powyższym o tyle, że gdybym jednak nie zadzwoniła, odbyłabym wycieczkę do miejsca X, co wiąże się ze stratą czasu oraz paliwa. Dlatego niezbędne jest posiadanie samochodu – rozsądnego i niedrogiego w eksploatacji. Mój niestety trochę pali.

Pośrednik nr 2: Pierwszy telefon miał miejsce jakiś miesiąc temu. Standardowe „Sprawdzimy, czy oferta jest aktualna i oddzwonimy do Pani”. Przyznam się, że… zapomniałam. Ostatnio przeglądając przypadkiem książkę kontaktową w telefonie zauważyłam wpis „[ulica] garaż ogródek”. Aha! Dzwonię. Osoba 1 stwierdza, że tak, oferta jest chyba aktualna, ale właściwie to zajmuje się nią ktoś inny, ta osoba jest na dłuższym chorobowym, więc skontaktuje się ze mną Osoba 2. Zapisałam sobie imię i nazwisko. Czekam. Dzień, dwa – cisza. Wyszperałam w sieci ogłoszenie, znalazłam nazwę pośrednika, wlazłam na ich stronę, o – są pracownicy biura, jest moja Osoba 2. Dzwonię raz, drugi, trzeci (o różnych porach dnia), Osoba 2 nie odbiera telefonów ani nie oddzwania. Z powrotem do Osoby 1 – Przekaże moją prośbę o kontakt. W końcu dziś, po kilku próbach, udało mi się porozmawiać z Osobą 2. Znowu takie letnie reakcje, może jest, może nie ma, trzeba zadzwonić, zapytać, umówić z wyprzedzeniem na oględziny. skontaktują się ze mną. Aha. Wyczuwam, że Osoba 2 o proaktywnym podejściu do klienta z pewnością w życiu nie słyszała, więc szybko (zanim rozmówca przerwie połączenie) rzucam hasło, jakiego typu mieszkania szukamy, może biuro ma w swojej ofercie coś odpowiadającego naszym kryteriom. Myślicie, że Osoba 2 rzuciła się na tę wysuniętą pod jej nos rybę? Niet. Jakiś zakłopotany śmiech, zero zapewnienia w stylu „Oczywiście, przejrzymy bazę ofert i skontaktujemy się z Panią”, szybkie zbycie i pa-pa.

Jak widać, załatwianie czegokolwiek jest dla mnie udręką i testem mojej cierpliwości (nie zawsze zdanym). Ale i tak hitem była pewna sytuacja w sklepie, gdy stałam już przy kasie, płacąc za zakupy. Uśmiechnęłam się do kasjerki. Ekspedientka: „A co się pani tak do mnie uśmiecha???”

Słownik wyrazów obcych i zwrotów obcojęzycznych – Część IV

W międzyczasie obejrzeliśmy co nieco. Muszę zebrać myśli, by napisać sensowny komentarz podsumowujący ostatnie wrażenia. Na razie co 5 minut rodzi się inna koncepcja, koszty są cały czas przekalkulowywane, na wszystkie możliwe sposoby. Niedługo dorzucę jeszcze analizę ofert banków dot. kredytów pod zakup nieruchomości – Będzie się działo! A tymczasem:

„sprzedam 50% udział w bardzo atrakcyjnej działce […] Praktycznie masz tylko jednego sasiada z którym ja niestety nie potrafie sie dogadać.” – Dziękuję Panu za szczerość. Niestety podejrzewam, że ja również nie będę potrafiła dogadać się z tym sąsiadem, a Policja raczej nie uwierzy w przypadkowość celności mojego strzelania z łuku.

„OFERTA BARDZO FAJNEGO DOMU Z RODZINNYM CIEPŁEM” – O, znowu ktoś sprzedaje rodzinne ciepło w pakiecie z domem! To ciepło mierzy się w m3? J? Watosekundach? Rozliczane ryczałtowo?

„Przedstawiam Państwu do sprzedaży dom o powierzchni 38 m2” – …w którym urządzę kuchnio-salono-łazienkę. Biurka pod PCty i łóżko jakoś wcisnę. Albo zaaranżuję przestrzeń w układzie piętrowym. Nowatorskie podejście przede wszystkim.

(Nie, w ww. ofercie nie było literówki.)

Z cyklu „atrakcyjnie położona nieruchomość”:

„Bardzo atrakcyjna lokalizacja, blisko ścisłego centrum miasta, w sąsiedztwie Amelung” – Kolejna ekskluzywna dzielnica, której bliskość codziennie napawałaby mnie co najmniej ekstazą.

Nieco mniejszą, gdybym planowała zakup nieruchomości w „lepsiejszych” dzielnicach – Ceny położonych w nich nieruchomości magicznie skaczą o 50-100 tys PLN w górę, za sam tylko fakt pewnych słów-kluczy.

„Niedaleko [Nazwa Centrum Handlowego]” – Shopping center tuż za rogiem! Łał!

„Mili i nieuciążliwi sąsiedzi,klatka schodowa czysta.” – Co do sąsiadów nie mam wątpliwości. Czystość klatki schodowej jest niewątpliwą zaletą mieszkania – ale czy trwałą?

„Mieszkanie rozkładowe, dwa pokoje na jedną stronę wychodzą, jeden pokój i kuchnia na drugą stronę.” – Amerykę odkrył…

„Dodatkowa powierzchnia przynależna do mieszkania- piwnica oraz malownicza część podwórka przed budynkiem.” – Nie wiem, czy chcę wiedzieć, co autor miał przez to na myśli…

„Zapraszam do bezpłatnej prezentacji.” – Jeszcze miałabym za to płacić?!

„Oferta bez prowizji i podatku PCC” – A to ciekawe.

I znowu: „KUPUJĄC TEN DOM NIE PŁACISZ WYNAGRODZENIA POŚREDNIKA I PODATKU 2 % PCC”

„Dom [Miasto] Tu Mieszka Spokój, Gust, Piękno I Styl” – To stąd te pustki na zdjęciach…!

Zakończmy znów poetyckim akcentem:

„Bardzo atrakcyjna lokalizacja. Usytuowanie sprawia, że wokół nie usłyszysz miejskiego zgiełku, co da Ci szerokie możliwości w sferze relaksu jak i spokojnej pracy w zaciszu. Posesja znajduje się dosłownie kilka metrów od linii lasu. Zapewne docenisz możliwość korzystania z uroków jakie niesie za sobą tak bliskie obcowanie z naturą. Piesze wycieczki, spacery, przesiadywanie we własnym ogrodzie podczas letnich, ciepłych wieczorów przenikną do sfery Twojej codzienności.”

Słownik wyrazów obcych i zwrotów obcojęzycznych – Część III

Zamiast ciasteczka do kawki, maleńka porcyjka ofertowych radości:

„To może być Twoje nowe miejsce na ziemi.” Co do ziemi nie mam żadnych wątpliwości. Albowiem chatynki na palach nie szukam, a i w obłokach bujać specjalnie nie mam ochoty.

„U NAS NIE KUPUJESZ SĄSIADA ZA ŚCIANĄ !!!” – Tylko mieszkanie z lokatorem. Z ujadającym całą noc kundlem. I wszechobecnym grzybem na ścianach.

Kolejne zalety dogodnej lokalizacji nieruchomości: „15 min do restauracji McDonalds.” Coraz bliżej nam do tej Ameryki…

„zgrabny dom jednorodzinny” – wąski w talii, o wymiarach długonogiej modelki.

„WAŻNA INFORMACJA !!!
Od przyszłego roku 2014 wchodzą w życie nowe przepisy dotyczące kredytów hipotecznych, w pierwszym roku będzie obowiązywał obowiązkowy wkład własny min 5 % wartości całej inwestycji. Wkład własny będzie wzrastał systematycznie, aż do poziomu 30 % wartości całej nieruchomości. Decyzja ta spowoduje, wzrost zakupu nowych nieruchomości dla potencjalnych klientów.” – Wszystko rozumiem, oprócz (nie)wątpliwej logiki ostatniego zdania. Czy ktoś jest w stanie wyjaśnić mi ten związek przyczynowo-skutkowy?

A teraz coś specjalnego. Wisienka na torcie nieruchomości.

Gdy tak leniwie prześlizgiwałam wzrokiem po tytułach ofert, nagle moją uwagę przykuła… „niepowtarzalna, wiejska chata”. Od razu wiedziałam, że to będzie coś naprawdę wyjątkowego, i nie pomyliłam się.
„Sprzedam jedyną i niepowtarzalną chatę z duszą, historią i klimatem.” Ho ho, kolejny romantyk się znalazł. A tfu. „Chata bez prądu (eko)”  Konia z rzędem temu, kto brak elektryczności przedstawi w bardziej zachęcający sposób! „Woda w studni (ok. 50m) z magicznym, wyjątkowym klimatem.” Magiczna woda? Ale tylko, jeśli przytachasz ją sobie w wiadrze do domu, niczym Samarytanka albo jakaś góralka Janosik-style. „Przy świetle świec i ogniska można przeżyć naprawdę niezapomniane chwile.” Niewątpliwie. Chyba tuląc się do siebie na pseudo-owczej skórze, przy dźwiękach szczękających zębów. „Zimą przepiękne krajobrazy bez śladu człowieka, a czasami dojechać można jedynie końmi.” Konną policję jestem w stanie sobie wyobrazić, ale zaprzęg wiozący pana dochtora…? To pachnie trochę XIX-wiecznymi polskimi powieściami. „Dojazd drogą polną (ok.1km), część drogi przez las” gdzie czyhają zbóje, je je je! „Oferta dla prawdziwych estetów, miłośników natury i wiejskich klimatów” – W związku z powyższym, z wielkim bólem stwierdzam, że, cóż, wydało się. Nie jestem prawdziwym estetą, a jeno prostym wieśniakiem, który nie potrafi docenić walorów tego jakże urokliwego miejsca.

Za Jarugą nikt nie usłyszy Twojego krzyku…

Koty znowu wywiodły nas w pole.

Ale od początku…

Umówiłam się na spotkanie z kolejnym Konspiratorem. Spóźnił się dobre 20 minut. Przyjechał dosłownie w ostatniej chwili, gdy już miałam przekręcić kluczyk w stacyjce i odjechać. Pojechaliśmy za nim, pod owiany wielką tajemnicą adres, bynajmniej nie siedziby polskiej mafii. Chociaż kto tam wie.

Pierwsze wrażenie OK. Konspirator zaczął pleść swoją baśń. Wkrótce jednak przerwaliśmy jego kwiecisty pean na cześć domu, zadając kilka kluczowych pytań. No i wtedy zrobiło się niemiło. Konspirator sprawiał wrażenie lekko zakłopotanego, zbitego z tropu, natomiast właścicielkę najwidoczniej zdenerwowała nasza dociekliwość. Z początku nie chciała pokazać nam domu, potem łaskawie, z wielkim fochem oprowadziła nas po pomieszczeniach.

Kolejne rozczarowanie, kolejne niedomówienia w treści oferty i zaskakujące rozwiązania prawno-architektoniczne skutkujące stratą naszego wolnego czasu oraz paliwa.

Wniosek z tej wyprawy mamy jeden: Magicznej Rzeki Granicznej jednak przekraczać nie wolno – „Here be dragons.”

Opowieść o Liliputach

„Tymczasem biedne wystraszone dziecko błąkało się samo jedno po wielkim lesie nie wiedząc, co począć. Zaczęła biec i biegła tak po kamieniach i przez ciernie, a dzikie zwierzęta uchodziły jej z drogi, nie robiąc jej nic złego; biegła, aż zabrakło jej tchu. A był już wieczór; wtem ujrzała maleńki domek i weszła do niego, chcąc odpocząć. W domku tym wszystko było maleńkie, ale tak czyste i miłe, że nie da się opowiedzieć. […] Pod ścianami stało siedem łóżeczek, jedno przy drugim, starannie zaścielonych czyściutką pościelą. […] Ponieważ była bardzo zmęczona, chciała się położyć do łóżeczka, ale żadne nie było odpowiednie: jedno za długie, drugie za krótkie.” Do tego, przekroczywszy próg sypialni, uderzyła się mocno głową o drewniany próg. W porę ugryzła się w język, gdyż królewnom nie wolno przeklinać. Gdy wyprostowała się i stanęła w sypialni, czubkiem głowy otarła o sufit. Zerknęła w dół na łóżko, potem podniosła wzrok w górę, na sufit, oceniając odległość. Jakoś dam radę, ale Książę…? I jak my… później…?

Wycofała się do przedpokoju będącego właściwie pokojem. Potem jeszcze krok do tyłu. W wąziutkim przedpokoju znalazła maleńkie drzwiczki umiejscowione na środku ściany, a przed nimi szklany stoliczek ze złotym kluczem. Obok niego stała mała butelka z etykietą WYPIJ MNIE. Dziewczynka oczywiście wypiła zawartość butelki, gdyż była bardzo spragniona, a jednocześnie niezmiernie wdzięczna, że ktoś pomyślał o jej potrzebach. I nagle – hyc! Ni stąd, ni zowąd, zaczęła radośnie podskakiwać, odbijając się od podłogi. W ten sposób bez problemów pokonała uciążliwą przeszkodę w postaci dziwnie umiejscowionych drzwiczek i znalazła się nagle na strychu, tak ogromnym w porównaniu do reszty pomieszczeń, że zadrżała z trwogi, znalazłszy się naraz wśród starych, zakurzonych sprzętów, szaf i innych mebli. Czyżby zadziałał efekt brudnopisu…? Czy znajdę tu starą szafę pełną moli i śmierdzących futer…? Zdążyła tylko rozejrzeć się szybko i dalej, hyc, hyc, wyskoczyła przez maleńkie, zakurzone okienko, niczym spłoszony króliczek…

…boleśnie uderzając się o wyłożone kostką podwórze. Auć. Rozmasowała bolące części ciała, a następnie wstała, kierując ponownie swe kroki w stronę lilipuciego domu. Wcześniej od razu pobiegła na górę, teraz jednak zauważyła jasne światło dochodzące zza szklanych płytek w ścianach. Co to…? Muszę zmyć brud z dłoni i obejrzeć je. Na skutek upadku z pewnością obtarłam sobie ręce. 

I rzeczywiście. Jasne światło, które dostrzegła, doprowadziło ją do małej łazienki. Umyła ręce pod bieżącą wodą i rozejrzała się dookoła. Hm. Klapa w podłodze…? Prowadząca do …piwnicy??? Zdziwniej i zdziwniej. 

Jako że nigdy nie lubiła podejrzanych, ciemnych, zamieszkałych przez pająki piwnic, wróciła do przedpokoju. O, a tu kolejne maciupeńkie drzwiczki. Lśniące i bordowe, lecz usytuowane w takim miejscu, że kompletnie nie rzucały się w oczy. Tym razem nie znalazła ani szklanego stoliczka, ani złotego kluczyka. Drzwiczki otwarły się najzwyczajniej w świecie po naciśnięciu klamki. Oświetlone zejście w dół nie prowadziło ani do piwnicy, ani do garażu tudzież powozowni, lecz – do przestrzeni rekreacyjnej, z częścią kąpielową, wypoczynkową i relaksującą. Zdziwniej i zdziwniej…

„- Ale ja nie chciałabym mieć do czynienia z wariatami – rzekła Alicja. – O, na to nie ma już rady – odparł Kot. – Wszyscy mamy tutaj bzika. Ja mam bzika, ty masz bzika. – Skąd może pan wiedzieć, że ja mam bzika? – zapytała Alicja. – Musisz mieć. Inaczej nie przyszłabyś tutaj.”

Słownik wyrazów obcych i zwrotów obcojęzycznych – Część II

Czytania między wierszami i emocji z tym związanych ciąg dalszy…

„Słoneczne pomieszczenia zapewniają przyjemny nastrój” – Powiedziałabym raczej, że w upalne dni zapewniają piekielnie nagrzane pomieszczenia oraz niesamowitą duchotę, której nijak nie idzie pozbyć się z domu,..

Ale rozumiem, romantyzm, wdzięk, powab, lekkość tekstu, przyjemne obrazy, które mają się dobrze kojarzyć odbiorcy i te sprawy. Barwność i wielość zabiegów literackich zastosowanych w tekście oferty – a Jej autor literatem pełną gębą! Jestem pod wrażeniem.

„Przemyślany układ pomieszczeń zapewnia harmonię i ułatwia wspólne życie pod jednym dachem.” – Pokonała mnie logika tego zdania… 🙂

PRZEMYŚLANY układ pomieszczeń , ZAPEWNIA . HARMONIĘ. Tak, szczególnie osobie mieszkającej np. z typową teściową z dowcipów, zakładając, że w domu zamontowano w każdym pomieszczeniu drzwi pancerne na szyfr lub czytnik siatkówki oka.

„Na dwóch poziomach domu mieści się wszystko, co potrzebne do szczęścia – począwszy od dwóch pokoi dziecięcych i dużej kuchni, a skończywszy na obszernym salonie z jadalnią.”  – Oprócz rzeczy materialnych, mi osobiście do szczęścia potrzebne jest jeszcze m.in.. dużo zdrowia…

„Dom nadaje się do remontu. Nabywca otrzyma WYPŁATĘ ODSZKODAWANIA Z TYTULU SZKÓD GÓRNICZYCH NA REMONT DOMU !!!” – Słów mi zbrakło normalnie i nie wiem, jak to skomentować. Może wstawiając obrazek osoby wyrywającej sobie włosy z głowy…?

„Przykładowa wizualizacja wnętrza. Zamieszczone informacje i materiały graficzne nie stanowią wiążącej oferty handlowej w rozumieniu Kodeksu cywilnego czy też prawa handlowego.” …który to opis nie byłby niczym dziwnym, gdyby dotyczył gotowego projektu domu do postawienia na działce nabywcy czy domu od developera. Jednak tym razem opis dotyczył… domu z 1970 r.

„Świetna lokalizacja: 10 min do Sosnowca” – To z pewnością świetna i wyjątkowa lokalizacja! Jak dla mnie – niepodważalny atut tej nieruchomości! 😉

„Koniec i bomba // A kto czytał, ten trąba!”