I fell in love with the city, at first sight it looked pretty

Na dróżce prowadzącej do domu nr 1 nagle pojawiła się Skarpeta. Przybiegła od razu do mnie i zaczęła się łasić. Uznałam to za dobry znak.

Chociaż z kotami to nigdy nic nie wiadomo. Ostatnio mam wrażenie, że zawarły tajemny pakt z komarami, ponieważ przymilają się do mnie, dają głaskać, a w tym samym czasie ja jestem bezlitośnie atakowana przez bandę krwiopijców.

Podeszliśmy bliżej.

Okolica na pierwszy rzut oka sympatyczna, spokojna, cicha, dużo zieleni – Choć gdzieniegdzie pasowałoby raczej wyrażenie: „dzikie, nieokiełznane chaszcze. Koniecznie do wycięcia”. I doprawdy, ja lubię zieleń, ubóstwiam wręcz. Ale kocham ją w formie nieco bardziej… ujarzmionej.

Dojazd trochę problematyczny, bo na chwilę obecną brak drogi asfaltowej. W mojej głowie od razu zapaliła się czerwona lampka:  ZIMA! Co wtedy? Jak wygląda odśnieżanie tego kawałka drogi dojazdowej? Czy ktoś tu w ogóle zagląda? Jak często? Czy będę musiała jak kiedyś uprawiać wątpliwy poranny fitness z łopatą, przekopując sobie drogę do cywilizacji, a następnie spocona lecieć do pracy?

Przy domu trochę przestrzeni, funkcjonalnie zagospodarowanej (Przez chwilę snułam nawet niecne plany wysiudania MDP z całym jego warsztatem do wygodnie usytuowanego pomieszczenia na zewnątrz ;)), mały ogródek. Strasznie dużo zieleni do ogarnięcia (czyt. drzew włażących powoli do domu).

Sam dom niewielki, dość dziwnie rozplanowany przez kolejnych właścicieli. Dużo pustych przestrzeni (jak 3 połączone szerokimi bezdrzwiowymi przejściami pokoje), dziwacznie (niestereotypowo) zlokalizowana kuchnia i łazienka.

Ogrzewanie: piec na węgiel, wstawione nowe okna z okalającym je już powoli grzybkiem, z okien widok na pobliską… kopalnię.

Ze WSZYSTKIMI tego konsekwencjami.

Ostatecznie pojawienie się Skarpety okazało się jednak znakiem bardzo mylącym…

Reklamy

3 thoughts on “I fell in love with the city, at first sight it looked pretty

  1. A po latach wymarzona szkoda gornicza i czarna dziura pochlaniajaca kubek z kawa poranna. 😛

    IMO, sam piec weglowy nie jest zly. Jak padnie prad i gaz, to przynajmniej sie nie zamarznie. Raz w zyciu tak bylo u mnie. Centrum miasta i glowny kabel z sila sie naderwal. Gdyby nie piec na opal, to bysmy zamarzli. Teraz Madre ma piec gazowy z zaplonem iskrowym. Ale wtedy dla dzieciaka lat 13 to bylo cos. Siedzenie przy swieczce… 😀
    Pozdrowka 🙂

    • Nie, piec węglowy nie jest wcale zły. Przede wszystkim to stosunkowo tani sposób ogrzewania. Jeszcze.

      Co do „wymarzonych szkód górniczych”… Oj, właśnie w tym tkwi sedno sprawy. One już tam są. Ogrom tych szkód i zakres przyszłych prac remontowych mnie bardzo przeraziły. Tylko wczoraj miałam głowę zaprzątniętą tyloma sprawami, że nie znalazłam sił, aby dowcipnie opisać podłogę przechyloną pod kątem, powiedzmy, 30 stopni 😉 oraz innych cukiereczków.

      Przez te upały moja inteligencja dąży do zera w zastraszającym tempie…

      • Podłoga pochylona była przez źle zrobione odeskowanie i położenie ciężkiej szafy która spowodowała jej wygięcie. 😀

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s