Opowieść o Liliputach

„Tymczasem biedne wystraszone dziecko błąkało się samo jedno po wielkim lesie nie wiedząc, co począć. Zaczęła biec i biegła tak po kamieniach i przez ciernie, a dzikie zwierzęta uchodziły jej z drogi, nie robiąc jej nic złego; biegła, aż zabrakło jej tchu. A był już wieczór; wtem ujrzała maleńki domek i weszła do niego, chcąc odpocząć. W domku tym wszystko było maleńkie, ale tak czyste i miłe, że nie da się opowiedzieć. […] Pod ścianami stało siedem łóżeczek, jedno przy drugim, starannie zaścielonych czyściutką pościelą. […] Ponieważ była bardzo zmęczona, chciała się położyć do łóżeczka, ale żadne nie było odpowiednie: jedno za długie, drugie za krótkie.” Do tego, przekroczywszy próg sypialni, uderzyła się mocno głową o drewniany próg. W porę ugryzła się w język, gdyż królewnom nie wolno przeklinać. Gdy wyprostowała się i stanęła w sypialni, czubkiem głowy otarła o sufit. Zerknęła w dół na łóżko, potem podniosła wzrok w górę, na sufit, oceniając odległość. Jakoś dam radę, ale Książę…? I jak my… później…?

Wycofała się do przedpokoju będącego właściwie pokojem. Potem jeszcze krok do tyłu. W wąziutkim przedpokoju znalazła maleńkie drzwiczki umiejscowione na środku ściany, a przed nimi szklany stoliczek ze złotym kluczem. Obok niego stała mała butelka z etykietą WYPIJ MNIE. Dziewczynka oczywiście wypiła zawartość butelki, gdyż była bardzo spragniona, a jednocześnie niezmiernie wdzięczna, że ktoś pomyślał o jej potrzebach. I nagle – hyc! Ni stąd, ni zowąd, zaczęła radośnie podskakiwać, odbijając się od podłogi. W ten sposób bez problemów pokonała uciążliwą przeszkodę w postaci dziwnie umiejscowionych drzwiczek i znalazła się nagle na strychu, tak ogromnym w porównaniu do reszty pomieszczeń, że zadrżała z trwogi, znalazłszy się naraz wśród starych, zakurzonych sprzętów, szaf i innych mebli. Czyżby zadziałał efekt brudnopisu…? Czy znajdę tu starą szafę pełną moli i śmierdzących futer…? Zdążyła tylko rozejrzeć się szybko i dalej, hyc, hyc, wyskoczyła przez maleńkie, zakurzone okienko, niczym spłoszony króliczek…

…boleśnie uderzając się o wyłożone kostką podwórze. Auć. Rozmasowała bolące części ciała, a następnie wstała, kierując ponownie swe kroki w stronę lilipuciego domu. Wcześniej od razu pobiegła na górę, teraz jednak zauważyła jasne światło dochodzące zza szklanych płytek w ścianach. Co to…? Muszę zmyć brud z dłoni i obejrzeć je. Na skutek upadku z pewnością obtarłam sobie ręce. 

I rzeczywiście. Jasne światło, które dostrzegła, doprowadziło ją do małej łazienki. Umyła ręce pod bieżącą wodą i rozejrzała się dookoła. Hm. Klapa w podłodze…? Prowadząca do …piwnicy??? Zdziwniej i zdziwniej. 

Jako że nigdy nie lubiła podejrzanych, ciemnych, zamieszkałych przez pająki piwnic, wróciła do przedpokoju. O, a tu kolejne maciupeńkie drzwiczki. Lśniące i bordowe, lecz usytuowane w takim miejscu, że kompletnie nie rzucały się w oczy. Tym razem nie znalazła ani szklanego stoliczka, ani złotego kluczyka. Drzwiczki otwarły się najzwyczajniej w świecie po naciśnięciu klamki. Oświetlone zejście w dół nie prowadziło ani do piwnicy, ani do garażu tudzież powozowni, lecz – do przestrzeni rekreacyjnej, z częścią kąpielową, wypoczynkową i relaksującą. Zdziwniej i zdziwniej…

„- Ale ja nie chciałabym mieć do czynienia z wariatami – rzekła Alicja. – O, na to nie ma już rady – odparł Kot. – Wszyscy mamy tutaj bzika. Ja mam bzika, ty masz bzika. – Skąd może pan wiedzieć, że ja mam bzika? – zapytała Alicja. – Musisz mieć. Inaczej nie przyszłabyś tutaj.”

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s