Gdy babie się nudzi…

Gdy babie się nudzi, to robi nalewki.

Nalewka kawowa chodziła za mną już od dłuższego czasu. Szukałam idealnego przepisu, męczyłam znajome, ale żaden znaleziony przepis nie wzbudził we mnie większego entuzjazmu. Dziś pogoda taka nijaka, na spacer wyjść się nie chce, na siedzenie przed komputerem też nie bardzo mam ochotę (Będzie na to mnóstwo czasu w tygodniu), cóż więc robić? Dwa podstawowe składniki przyszłej nalewki zgromadziłam już dawno. A są to:

– Dobra kawa, oczywiście. Nigdy nie byłam kawoszem, kawa zawsze smakowała mi obrzydliwie, w szczególności te słodkawe napoje mleczno-kawowe, produkcji domowej lub z hipsterskich kawiarni (Czy to się jeszcze w ogóle nazywa kawiarnią? Ja prosta dziołcha jestem.) Pierwszym pozytywnym doznaniem była kawa, do której mnie niejako… przymuszono. Barista odmówił przygotowania dla mnie napoju z cukrem i mlekiem, nakazał wypicie tego, co poda. Kawa, przyznam, była niesamowita. O delikatnym posmaku jagodowym, jakkolwiek dziwnie to nie brzmi. Do wypicia kolejnej kawy zachęcono mnie w Grecji. Jak pić kawę, to konkretną – parzoną, słodką kawę po grecku (lub po turecku – Co do nazwy i pochodzenia istnieją pewne kontrowersje, ale nie mi dociekać ich przyczyny ani rozstrzygać spór na czyjąś korzyść. W Grecji piłam Ellinikos Kaffés. W Turcji będę raczyć się lokalną odmianą.) Od tamtej pory, gdy naleci mnie smak, zaparzam sobie właśnie taką kawę. Bo (uwaga, uwaga!) odkryłam niedaleko mojego miejsca pracy sklep pana Araba (jak go sobie potocznie nazywam), w którym nabyłam ibryk, kawę oraz rozmaite baklavy i ciasteczka maamoul. Ibryk i kawa przydały mi się dzisiaj przy produkcji nalewki. Z racji pojemności ibryka cały proces trwał trochę, ale opłaciło się, mam nadzieję.

– Cukier. Bynajmniej nie nudny biały w kostkach czy drobny. W zakamarkach szafki trzymam na specjalne okazje mały woreczek podarowanego mi prawdziwego cukru trzcinowego z (H)Ameryki. Różni się bardzo od dostępnego w Polsce brązowego cukru trzcinowego, zarówno konsystencją (bardziej „miałki” jak drobniutki wilgotny piasek, a nie kostki kryształków), jak i smakiem (słodszy inaczej, haha).

Całe te rozważania kawowe prowadzą do właściwie jednej myśli:

Przez całe życie byłam przyzwyczajona do ogromnej kuchni z dużą powierzchnią roboczą. Obecnie męczę się w bloku, gdzie zbiłam już przynajmniej z 3 pokrywki (Ku mojej rozpaczy nigdzie nie mogę dostać zamienników) oraz jeden drogi spodeczek od serwisu. Dlatego mój przyszły domek musi mieć kuchnię sensownych rozmiarów. O.

Advertisements

3 thoughts on “Gdy babie się nudzi…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s