C’est la vie. Zasłony hańby same się nie powieszą.

Bo może niektórzy myślą, że narzekam bezpodstawnie.

Mieliśmy dziś w planach oglądanie kilku domów prezentowanych przez pewne biuro nieruchomości. Szłam właśnie po kawę, gdy w mojej głowie zaświtała myśl (czasem tak się zdarza), aby potwierdzić spotkanie.

Po drugiej stronie słuchawki usłyszałam głosik: „Bo ja miałam do Pani dzwonić… Chyba nie napisaliśmy w ofercie, że do domu nie ma dojazdu samochodem…” Stop. Że co?

Aaa… to… niby… tymczasowy problem czy taka uroda domu?

Otworzyłam linka do oferty, prześledziłam tekst raz, drugi, trzeci, od deski do deski, każde słowo, każdą literkę. Same superlatywy na temat nieruchomości, ale ani słowa na temat uciążliwości w dostępie do posesji. Pogooglowałam trochę, porównałam ofertę u innych biur podró… znaczy się nieruchomości (Marzą się mi podróże, marzą.) i tak oto domorosły Sherlock wydedukował, gdzie dokładnie mieści się ów dom marzeń. Ha. Faktycznie! Brak drogi dojazdowej. Jak cudnie!

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s