Would you lie with me and just forget the world?

Witaj, kolejny tygodniu, który spędzę z dala od domu. W samochodzie, stojąc w korkach, przeklinając moją wiekową nawigację (która zresztą wczoraj odmówiła dalszej współpracy), w pośpiechu rozkładając mapę, krążąc po ulicach w poszukiwaniu wskazanego adresu lub ulicy, na której mam wypatrywać czarnej toyoty, granatowego vana czy czerwonego malucha.

Wracając w zeszłym tygodniu do domu po wszystkich tych przeżyciach, które nakreśliłam w blogu, doszliśmy zgodnie do wniosku, że chcemy jednak mieszkać sami. W sensie – bez wrednej współwłasności. Po 4 miesiącach szukania własnego kąta nasze potrzeby, cele i możliwości (!) w końcu się skrystalizowały.

***

Miał być update wczoraj, będzie dzisiaj. Jedyne, o czym marzyłam wczoraj wieczorem, to jak najszybciej wrócić do domu, wziąć gorący prysznic, lekarstwa i walnąć się do łóżka z książką. Marzenie zostało w 100% zrealizowane.

Tymczasem dookoła wszystkie brzydoki usilnie starają się zarazić mnie jakimś paskudztwem. Póki co dzielnie trwam na placu boju, w czym pomagają mi: zapas nalewki pigwowej, tabletki na gardło i karnet do sauny.

Wczoraj dodatkowo dziękowałam w duchu pewnej sieci stacji paliw za posiadanie w swojej ofercie gorących zup, które magicznie regenerują punkty życia. I zmniejszają ryzyko zagrożenia dla populacji. Bo wiadomo – Jak człowiek głodny, to zły. Jak ja jestem głodna – Cóż, z terrorystą też się nie negocjuje, prawda?

Kolejnym powodem mojej frustracji (poza głodem spowodowanym przymusową dietą ze względów medycznych – Jestem w trakcie diagnostyki. Mam nadzieję, że po zastosowaniu fizjoterapii i większej aktywności fizycznej dolegliwości bólowe ustąpią.) był fakt, iż tak zwyczajnie, po prostu się zgubiłam. Dość głupio. Przez znaki, OCZYWIŚCIE. Wskazywały tak idiotyczny kierunek, że z miejsca go odrzuciłam i skręciłam w drugą stronę, wskutek czego znalazłam się nagle na autostradzie i zrobiłam śliczne kółko do następnego zjazdu. Który, nawiasem mówiąc, nie był zbyt blisko. Damn.

Anyway, w międzyczasie obejrzałam 2 domy i odbyłam kilka rozmów telefonicznych, te ostatnie z marnym skutkiem. Muszę popracować nad moimi zdolnościami negocjacyjnymi.

Dom nr 1: Dom typu fińskiego w tfu, elitarnej, tfu, dzielnicy. Lokalizacja średnia – Dom usytuowany przy głównej drodze, więc nie ma co ukrywać – jest głośno. Nieruchomość droga jak na stan techniczny, w jakim się znajduje. Dom z zewnątrz ocieplony, ale w środku wymaga generalnego remontu, wymiany instalacji (Znów brak planu budynku, ludzie, ludzie, przechowujcie proszę ważne dokumenty), nie bardzo wiem, co dałoby się zrobić z krzywymi i skrzypiącymi podłogami drewnianymi (Może mikro-wylewka? Ale czy stropy to wytrzymają? Co właściwie kryje się pod wykładziną?). Kuchnia i łazienka do przebudowy z uwagi na „oryginalne rozwiązania architektoniczne” (Ha! Wprawiam się. Mogłabym pisać oferty sprzedaży/wynajmu nieruchomości!), poza tym trzeba by zorientować się w możliwościach doprowadzenia gazu i siły do budynku. Zaletą jest wielkość domku i działki, w sam raz dla nas. Minusem, i to sporym, cena. Po dodaniu do niej kosztów remontu, wynagrodzenia pośrednika i notariusza, kwoty PCC, całość przestaje być opłacalna. W porównaniu z kupnem nowego domu, oczywiście.

Dom nr 2: Uwielbiam enigmatyczne opisy w ofertach nieruchomości na portalach. Dom skusił nas rozmiarem i wielkością działki, ze zdjęć można było wywnioskować, że wykonano pewne prace remontowe. Po dotarciu na miejsce (bardzo kiepski dojazd do pracy…) opadła mi szczęka. Wyobraźcie sobie typowe polskie osiedle – blokowisko z czasów PRLu. A na jego końcu przycupnięty domeczek, który ktoś wybudował prawdopodobnie z pozostałości materiałów użytych do budowy wspomnianych wyżej bloków. Dość ciekawie się to wszystko prezentuje… Sama nieruchomość nie jest za duża, faktycznie po remoncie, stan dobry. Parę rzeczy do ogarnięcia. Gorzej wygląda sprawa z KW i działką. Nie interesowałam się jeszcze tematem rozgraniczenia nieruchomości / odnowienia granic działek. Co mi tam, umysł mam otwarty, chłonny, spragniony wszelakiej lektury. Internecie, uwaga, nadciągam!

Reklamy

One thought on “Would you lie with me and just forget the world?

  1. Pingback: Grunt, żeby scena rozegrała się przy brzegu, w końcu to jest widowisko. | Szukając własnego kąta... Projekt: Dom / Mieszkanie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s