Właściwie to od rana czuję się dzisiaj ważny, bo wczoraj to y-y, ale dziś tak.

Hyhyhy… Wczoraj mieliśmy w końcu okazję obejrzeć w środku mieszkanie, tę połówkę domu, o której niedawno wspomniałam: https://wlasnykat.wordpress.com/2013/10/15/grunt-zeby-scena-rozegrala-sie-przy-brzegu-w-koncu-to-jest-widowisko/

Wtedy poznałam sąsiadów z góry, którzy pokazali mi swoje mieszkanie, budynek jako taki oraz ogród. Natomiast mieszkanie na parterze widziałam jedynie na zdjęciach oraz przez okna, wstępnie zrobiło na mnie naprawdę pozytywne wrażenie, stąd propozycja ceny z mojej strony.

Jednakże po wejściu do środka mina mi nieco zrzedła. Owszem, mieszkanie przeszło generalny remont. Tak, łazienka jest naprawdę bardzo ładna i nic bym w niej na chwilę obecną nie zmieniała. W kuchni co nieco. Drewniane podłogi też są ciągle w ładnym stanie. Ściany trzeba by było jednak koniecznie pomalować i… Wait, what? Żadne pomalować. Ściany należy razem z karton-gipsem zedrzeć do tynku i przyjrzeć się murom, ponieważ na chwilę obecną mieszkanie nie jest zamieszkiwane, od dłuższego czasu nawet, a jeśli nie jest zamieszkiwanie, to nie jest również ogrzewane, w związku z czym w wielu miejscach ściany i okna zdobią piękne okazy GRZYBA. Brak ogrzewania to jedna z przyczyn pojawienia się sympatycznego lokatora, drugą jest źle zrobiony balkon u sąsiadów, z którego wilgoć przedostaje się do mieszkania na parterze. Oprócz przekonania sąsiadów do ponownego remontu balkonu oraz ocieplenia budynku przydałoby się również w jednym pokoju wybić nowe okno, żeby wpuścić trochę więcej światła, aczkolwiek okno to wychodziłoby malowniczo na rząd garaży…

Z innych ciekawostek, w ofercie właściciele zapewniają, że dom sprzedają częściowo umeblowany, tymczasem wczoraj stwierdziliśmy, że wszystkie ładne meble z opisu oferty tajemniczo zniknęły. Nie wiem, czy na polecenie nieobecnych na miejscu właścicieli, czy tymczasowi opiekunowie mieszkania je w jakiś sposób zagospodarowali, w każdym bądź razie rzeczywistość nie odpowiada opisowi.

Nawiasem mówiąc, to mój ulubiony zwrot ostatnio. Powtarzam go już dzisiaj drugi raz, a dzień jeszcze długi i wiele przede mną. Nic nie podnosi ciśnienia lepiej niż poranna reklamacja. Ponad tydzień temu w pewnym e-sklepie zamówiłam 2 wyjątkowe prezenty dla 2 wyjątkowych osób 🙂 Dziś rano odpakowałam przesyłkę (stosunkowo długi czas realizacji zamówienia, mimo dokonania przeze mnie natychmiastowej opłaty za nie i przesłania potwierdzenia przelewu) i stwierdziłam, nie pierwszy raz zresztą, powtarzając słowa piosenki, że żyję w kraju, w którym wszyscy chcą mnie zrobić w ch**. Jako że przyszli obdarowani mogą zajrzeć na bloga, opis będzie enigmatyczny (Jak zresztą wiele rzeczy tutaj, ze względów oczywistych). Pierwszy prezent dotarł nie całkiem w komplecie, ponieważ przesłany produkt nie odpowiadał opisowi, a jak wiadomo, zdjęcie jest integralną częścią opisu. Drugi prezent nieco mnie zaskoczył, bo składa się z pewnego skórzanego elementu, który wydał mi się być nieco wilgotny i w dodatku posiada taką dziwną szarą warstwę / szary nalot czegoś, czego nie potrafię określić. Muszę się dziś na spokojnie tym zainteresować.

Ale wracając do mieszkania. Po oględzinach stwierdziłam z całą pewnością, że żądana przez właścicieli cena jest niebotyczna i średnio realistyczna, z kolei moja propozycja ceny – zawyżona. Raczej nie dogadamy się w tej kwestii, więc dziękuję, nie skorzystam. I szukam dalej.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s