J23 znowu nadaje

Powoli wracamy do tematu nieruchomości. Czas lenistwa był długi i słodki, ale cóż, dom sam się nie znajdzie 😉

Ostatnio ponownie zaczęłam przyglądać się domom położonym bliżej centrum, w myśl zasady: Miło mieszka się na peryferiach, w pobliżach lasów i jezior, ale nie samym romantyzmem człowiek żyje. Swoją drogą, ów romantyzm nieco blednie w perspektywie codziennych godzinnych dojazdów do pracy, urozmaiconych staniem w korkach i wymianą znaków sympatii, przyjaźni i pokoju z innymi kierowcami.

Odnośnie tego ostatniego, ostatnio na YouTube furorę robi amatorski filmik, pokazujący pewną sytuację na znanym mi dość dobrze skrzyżowaniu. Kierowca-debil, po wymuszeniu pierwszeństwa, o mały włos nie spowodował kolizji z drugim kierowcą, jadącym prawidłowo. Wiem, to standardowa praktyka na polskich drogach i moja opowieść w ogóle nie jest interesująca. Ale w tym przypadku nasz kierowca-debil nie zawiódł oczekiwań widzów, błyskawicznie zawrócił, zajechał drogę drugiemu kierowcy, wyszedł z auta razem ze swoim kolegą i próbował zastosować taktykę zastraszenia. Dlatego debil. Jednakże zastanawiam się teraz, czy aby użyłam właściwego określenia. Otóż nie, albowiem „debil”, „imbecyl” i „idiota” to określenia naukowe, z czego „debil” oznacza osobę upośledzoną umysłowo w stopniu lekkim. W myśl powyższego, naszego kierowcę powinnam zatem zaklasyfikować jako idiotę.

Wracając do tematu właściwego 🙂 bo jakoś tak zeszło mi się na rozważania psychologiczne…

Na wczorajszy wieczór mieliśmy zaplanowane oglądanie dwóch domków w, hm, ciekawszej części miasta, że tak ujmę to nieco eufemistycznie. To znaczy, do samego jądra ciemności się nie zapuściliśmy, lubię swoje auto. Ale i tak, czekając sama w samochodzie na Pośrednika, zamknęłam się od środka. Profilaktycznie. Mimo iż zaparkowałam przy głównej ulicy. Czułam się nieco nieswojo, paranoidalnie poddałam się automatycznym odruchom. Przy okazji przypomniała mi się jedna z książek W. Cejrowskiego, w której autor opisuje Panikę jako wielkie i kosmate stworzenie, czające się w zaroślach za plecami i gotowe skoczyć w każdej chwili.

Ha. Ale nic to.

Pierwszy dom był usytuowany faktycznie niezbyt fortunnie, ale nie mam tu na myśli menelsko-bandziorskiego sąsiedztwa, a raczej bliskość głównej drogi, związany z tym hałas oraz konieczność przejeżdżania/przechodzenia na własną posesję przez posesję sąsiada (Do tej pory nikomu nie chciało się zrobić drugiej bramy i wjazdu, mimo iż jest on geodezyjnie wytyczony. Skoro coś działa i funkcjonuje dobrze przez tyle lat, to po co to zmieniać?) Część bliźniaka na sprzedaż sympatycznej wielkości, aczkolwiek wymaga sporych nakładów remontowych, przede wszystkim w związku ze zmianą ogrzewania na rozsądniejsze (Z uwagi na brak gazu w okolicy, właściciele korzystają z ogrzewania elektrycznego. I płacą astronomiczne rachunki.) Nie wszystko jest jednak możliwe do zrobienia, ponieważ na miejscu okazało się, że budynek jest zabytkiem. Oh joy, oh joy.

Uciekłam stamtąd, gdy właścicielka zapaliła przy mnie drugiego papierosa.

Nieco rozczarowana udałam się w kierunku drugiego domu (przez cały czas z pewną odrazą obwąchując włosy i kurtkę) i, oczywiście, zabłądziłam, ponieważ, jak wspominałam kiedyś, moja nawigacja odmówiła współpracy jakiś czas temu, a mapa, którą posiadam, nie pokazuje takich zad… osiedli o małym znaczeniu i rozmiarach.

W końcu jednak znalazłam nieruchomość. Znów pół bliźniaka, pod względem rozmiaru domu i działki OK. Położenie zdecydowanie korzystniejsze, na malutkim osiedlu domków jednorodzinnych i domków-bliźniaków, dobry dojazd do pracy, poziom hałasu dobiegający z przebiegającej niedaleko głównej drogi do zaakceptowania. Minusem jest słup wysokiego napięcia w bliskiej odległości od domu i  przebiegająca nad budynkiem linia wysokiego napięcia. Dom częściowo po remoncie, do zrobienia pozostały przede wszystkim i dość pilnie: dach oraz ogrzewanie (aktualnie w każdym pokoju są piece kaflowe). Kuchnia do zrobienia od podstaw. Muszę wybrać się tam za dnia, w towarzystwie WT, gdyż oferta wydaje się ciekawa. Do tego pośrednik przy pierwszym spotkaniu zrobił na mnie pozytywne wrażenie, zaprezentował wszystkie dokumenty dotyczące nieruchomości i odpowiedział na każde nasze pytanie – czym dołączył do niewielkiego (bo do policzenia na palcach jednej ręki), ale sympatycznego grona Pośredników, z którymi mam ochotę dalej współpracować. *fanfary i wiwaty*

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s