Wycieczek krajoznawczych ciąg dalszy…

Po powrocie do domu padliśmy na kanapę jak zabawki, którym nagle wyjęto baterie. Fakt, że spory w tym udział miała ogromna pizza, którą pochłonęliśmy chwilę wcześniej, ale również i ogólne zmęczenie materiału.

Byliśmy dzisiaj na kolejnej wycieczce z cyklu „Poznaj swój kraj”, lub raczej: Poznaj osiedle X. Razem z WT toczyliśmy się radośnie po wertepach, kolejnym sprytnym skrótem, byle ominąć centrum, a ja manewrowałam pomiędzy robotami drogowymi i wyciętymi paskami asfaltu, zastanawiając się, ile jeszcze wytrzymają amortyzatory. Po dojechaniu na miejsce stwierdziłam, że, owszem, okolica sympatyczna, ale dojazd do pracy dość średni. Alternatywą dla wspomnianych wcześniej wertepów (ciekawe, czy odśnieżonych zimą) byłaby jazda głównymi ulicami w korku, z pulsującą żyłką na czole. Pociągająca myśl? Niet.

W ogóle, niesamowite, jak bardzo wszędzie się śpieszymy. I jak bardzo irytuje nawet mały przestój na drodze. Kierowcy samochodów dojeżdżają do poprzedzającego nawet te kilkanaście centymetrów, co stanowi wprawdzie iluzję ruchu, ale zawsze coś. Byle do przodu.

Dom, dla którego pokonaliśmy te wszystkie wyboje, był kolejną PRLowską szeregówką… Tak, zdaję sobie sprawę, zaczynam przynudzać 😉 Usytuowany dość pechowo na środku działki, pechowo, ponieważ przed domem mieści się wolnostojący, niestety, garaż, oraz jakaś mała namiastka przestrzeni, z którą nie bardzo wiadomo, co począć. (Przed domem również, a właściwie dokładnie naprzeciwko, mieszka agent Mossadu. Nasze przybycie zostało sumiennie odnotowane.) Za domem natomiast jest mały, całkowicie zagospodarowany ogródek. Budynek częściowo po remoncie, okna wymienione jedynie na parterze, który został dostosowany do aktualnych potrzeb WN i sytuacji rodzinnej. Ładna drewniana wewnętrzna klatka schodowa. Poza tym, cóż, wszystko do remontu: kuchnia, łazienka, ubikacja, wszystkie pokoje, wymiana okien, instalacji, doprowadzenie do porządku instalacji gazowej, przebudowa salonu na parterze, częściowe docieplenie budynku łącznie z adaptacją poddasza, na które składają się aż 3 pomieszczenia – Szkoda zmarnować aż tyle miejsca na graciarnię. Jako że WN żądają dość wysokiej ceny jak na stan nieruchomości oraz biorąc pod uwagę lokalizację – gorszy dojazd do pracy, że tak powiem, szału nie ma. Ekscytować się nie ma czym.

W drodze powrotnej pojechaliśmy obejrzeć nieruchomość, którą bezczelnie sprzątnięto nam sprzed nosa. Chodzi o pół starego, przedwojennego bliźniaka, położonego niedaleko centrum miasta, przy jednej z bocznych uliczek, dzięki czemu jest tam spokojniej, ciszej, a jednak pod względem komunikacyjnym super. Nic niepożądanego raczej się w pobliżu nie wybuduje, a niedaleko znajduje się wszystko, co do szczęścia potrzebne, czyli szkoła, kościół, sklepy bla bla bla. No szkoda.

Nie pojechaliśmy jednak później prosto do domu, bo dla kaprysu zamarzyłam sobie obejrzeć jeszcze jedną lokalizację – ot, takie zadupie pod miastem, które odradza mi zarówno tato, jak i mentor. Chciałam na własne oczy przekonać się, dlaczego nie warto tracić czasu i energii na poszukiwania nieruchomości w tym rejonie. Na pewno jednym z powodów jest przekroczenie Złej Rzeki. Ciągle mam w pamięci tamto spotkanie ze smokami… Brrr. Nawiasem mówiąc, po Drugiej Stronie przejeżdżaliśmy przez Pustkowie Smauga. Urocza nazwa miejscowości. Ktoś musiał mieć poczucie humoru. Drugim powodem jest odległość do pracy. Od cywilizacji w ogóle. Fatalny dojazd plus nikłe szanse na skorzystanie z komunikacji miejskiej w razie awarii/braku auta/posiadania pociech (Nie będę mamą-szoferem, o nie). Coś tam niby dociera, ale… Pokręciliśmy się po miejscowości, pojechaliśmy nawet przespacerować się nad jeziorem, by… wracając do domu, przypadkowo dostrzec pewien dom oferowany przez Pośrednika!

Na zdjęciach bajka. Super okazja. Szał ciał-fajerwerki. Jak zawsze. Mieliśmy w planach obejrzeć go z Pośrednikiem, który jednak do tej pory nie nawiązał kontaktu z WN. Nic to. Poradzimy sobie.

Nie mieliśmy adresu, dokładniejszego opisu, jedynie jedno marne zdjęcie budynku z zewnątrz. Kula-szpiegula jednak wypatrzyła właściwy budynek, gdy już mieliśmy się poddać. Skomentuję to tak: Gdyby dom był usytuowany w jakimś innym miejscu niż przy głównej drodze, zainteresowałabym się nim. A tak, mimo iż zrobił na nas naprawdę fajne wrażenie, odpada. Baj baj.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s