Morning song

Wiem, że obiecałam Wam update bloga w niedzielę. Ale w trakcie weekendu sporo się działo i z wielu niezwiązanych ze sobą powodów nie udało mi się zrealizować obietnicy. Nadrabiam zatem dzisiaj, większą, mam nadzieję, dawką informacji.

Jakoś ciągniemy. Czasem ledwo zipiemy ze zmęczenia, szczególnie, że w międzyczasie przyszła w końcu zima, a wraz z nią całe to odśnieżanie, odmrażanie auta, jak również włóczenie się i wyczekiwanie na mrozie. Mimo wspomnianych wyżej niedogodności, jest to doprawdy wspaniały czas na oglądanie domów. Można dostrzec, czy gdzieś coś nie przecieka, czy nie wieje od źle zamontowanych okien (jak w naszym aktualnym mieszkaniu… Teraz wiem, że zrobiłam błąd, kupując ładne, delikatnie wyglądające łóżko z wąskimi metalowymi prętami u wezgłowia zamiast solidnie, aczkolwiek nieco topornie wyglądającej, drewnianej ściany czołowej, jakkolwiek to się nie nazywa…?), jak sprawuje się ogrzewanie i czy droga dojazdowa do posesji jest odśnieżana przez służby porządkowe, regularnie, czy w ogóle (Często niestety niespecjalnie, szczególnie, jeśli jest to ślepa uliczka, przy której położonych jest kilka domków. Zagadałam ostatnio kobietę, która akurat odśnieżała plac przed sąsiednią posesją. Bez wahania przyznała, że niestety odśnieżaniem drogi najczęściej zajmują się WN – jeśli chcą wyjechać autem z garażu.)

W sobotę rano zwlekliśmy się z łózka, po naprawdę sympatycznie spędzonym wieczorze w gronie znajomych. Ubrałam ciepłe skarpety i krótkie buty, w których zazwyczaj chadzam po górkach i pagórkach, co okazało się bardzo złym wyborem, ale do tego wrócę później. Wyruszyliśmy w drogę. Kolejność oglądania przedstawionych domów jest przypadkowa – Zebrałam wszystkie nasze doświadczenia w taki weekendowy kolaż.

Dom 1: Niska szeregówka, położona w dzielnicy niedaleko centrum. O, niestety, niewielkiej powierzchni, obejmującej na parterze kuchnię z małą łazienką i salonem oraz dwa pokoje na piętrze. Budynek jest podpiwniczony – Na dole mieści się jedno wielofunkcyjne pomieszczenie gospodarcze. Jest to pierwszy dom, o którym spokojnie mogę powiedzieć, że faktyczny stan techniczny odpowiada opisowi oraz zdjęciom, a także, że po usunięciu rzeczy należących do aktualnych WN i wysprzątaniu pomieszczeń można od razu wprowadzić się z własnymi rzeczami, bez konieczności przeprowadzenia jakiegokolwiek remontu. To było dość niesamowite odczucie, potęgowane jeszcze przez różne udogodnienia, zainstalowane w domu przez WN, takie jak: porządne drzwi antywłamaniowe, ciekawa instalacja elektryczna, multiroom i alarmowa czy automatyczne nawodnienie w ogrodzie. Drobne rzeczy, a cieszą. Ogródek przeciętnej, może ciut większej od standardowo-szeregówkowej, wielkości. Nie rzuciłam się na tę nieruchomość, ponieważ brakuje mi przynajmniej jednego dodatkowego pokoju. Ciuteńkę za malutkie to cudo. A szkoda.

Dom 2: Znajdował się w dzielnicy, do której dotąd jeszcze się nie zapuściliśmy w poszukiwaniu domów. Przyznam, że nie wiem nawet, dlaczego. Dzielnica w porządku, dobry dojazd do pracy. Może nieco zbyt wysokie ceny w porównaniu do stanu technicznego budynków, jak w przypadku opisywanego domu i kolejnego, o którym opowiem za chwilę. Dom wolnostojący, z zewnątrz co prawda ocieplony, ale wewnątrz… tragedia. Śmiało mogę się założyć, że mieszkało tam jakieś starsze małżeństwo, które w latach świetności domu wyłożyło wszystkie możliwe powierzchnie boazerią, parkietami (to jedyny plus) lub linoleum. Weg, weg, weg, wszystko weg. Zostawiłabym jedynie parkiet. I może schody, jeśli dobrze je sobie zapamiętałam. (Po tylu obejrzanych domach  w głowie naprawdę mam zamęt…) Ogromną zaletą domu jest duża, aczkolwiek rozsądna wielkościowo działka.

Dom 3: Nie spodziewałam się za wiele, a jednak od pierwszej chwili zgodnie stwierdziliśmy, że to „to”. Gdyby nie… Ale powoli. Wielkość działki odpowiednia. Z odśnieżaniem w zimie nie powinno być większego problemu – w razie czego (czytaj: Gdyby służby porządkowe zawiodły, a jest to całkiem prawdopodobny scenariusz) zostanie nam krótki kawałek do przekopania. Dom nie jest z zewnątrz ocieplony, co oznacza dla nas również konieczność wymiany parapetów, być może przy okazji również okien oraz zajęcie się dachem. A, i kanalizacją deszczową (Obecnie co jakiś czas trzeba wypompowywać wodę.) W środku, po zerwaniu tapet w pokojach trzeba doprowadzić do porządku ściany, zerwać boazerię na korytarzach i klatce schodowej, doprowadzić do porządku instalację elektryczną,  położyć parkiet w jednym pokoju, zrobić kuchnię oraz przebudować dwa interesujące pomieszczenia na parterze. Na chwilę obecną nie za bardzo wiem, co z nimi zrobić. Obecna aranżacja jest, mówiąc eufemistycznie, oryginalna. Obok wypchanych ptaszorów, kominków, boazerii, imitacji chińskich lamp – bar-klęcznik. Tylko tak umiem to określić. Wrażenie jest niesamowite. Ciekawią mnie kryteria doboru tych wszystkich komponentów. Może wtedy eklektyzm był w modzie…? Z kolei na piętrze mieszczą się: kuchnia, łazienka, 2 pokoje oraz salon. To mało, na razie nieruchomość mogłabym przyrównać do M3 z ogrodem i garażem, dlatego w przyszłości trzeba by pomyśleć o sensownym zagospodarowaniu i porządnym remoncie tych dwóch dziwnych pomieszczeń na dole. Co znowu wiąże się z kosztami. A jak na razie, wyjściowa cena domu jest bardzo, bardzo wysoka. Dlatego aktualnie zastanawiamy się, czy w ogóle podejść do negocjacji.

Zziębnięci i przemarznięci wróciliśmy do domu. Nasze nogi przypominały bryły lodu, dlatego drżąc z zimna zakopaliśmy się pod kołdrą. Chętnie zawiesiłabym, jak wcześniej planowałam, poszukiwania domu, oczekując nadejścia wiosny, ale telefony i e-maile od Pośredników zmuszają nas do popołudniowej i weekendowej aktywności…

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s