Raspberry swirl

Wczoraj w końcu miałam wieczór dla siebie. Nadrobiłam zaległości towarzyskie (po kilku długich rozmowach telefonicznych nie mogłam już mówić 😀 ale to szczegół), filmowe i kuchenne. Z rozkosznie wypełnionymi nadziewanymi bakłażanami brzuszkami zasiedliśmy przed ekranem monitora, ponieważ telewizora nie posiadamy i nie wiem, czy zdecydujemy się na jego zakup w najbliższej przyszłości. Myśli o domach odgonić całkowicie nie potrafiłam, ale przynajmniej nie wracałam do tematu jak teraz, pisząc bloga. Dużo tego do myślenia, za dużo. Tyle wrażeń, tyle domów obejrzanych, tyle rzeczy, które trzeba rozważyć i zwrócić na nie uwagę. A to przecież dopiero etap 1. Kolejnym krokiem będzie finalizacja przyszłej transakcji i związane z tym niebezpieczeństwa / pułapki, a następnym – remont / wykończenie nieruchomości. Będzie się działo.

A tymczasem – obiecane podsumowanie ostatnich wycieczek:

Dom 1: Domek fiński parterowy, położony jednak w okolicy, co do przyszłości której MDP ma pewne wątpliwości (starzejący się mieszkańcy, lekka konstrukcja domów, w ich miejsce możliwe powstanie innych typów zabudowy). Sam dom trzeba by najpierw przystosować do naszych potrzeb, ponieważ poprzedni WN dobudowali pokój, pomysłowo wprawdzie, bo z osobnym wejściem w celu przeznaczenia go na pokój dla gości. Ja wolałabym połączyć tę dobudówkę z resztą domu ogrodem zimowym. Z pozostałych niezbędnych remontów: W piwnicy konstrukcja do wzmocnienia, można pomyśleć o podciągnięciu gazu i założeniu ogrzewania gazowego (jako uzupełnienie ogrzewania kominkowego). Mało powierzchni do przechowywania. Dom kompaktowy, uroczy, ale trzeba się zastanowić, czy funkcjonalny. Z drugiej strony – Dom ma być skrojony na miarę naszych potrzeb, jakie one właściwie są…? Na pewno naszym celem nie jest posiadanie wielopokoleniowego domu, nasze (zapożyczone) motto brzmi: Optymalnie. Może taka powierzchnia okazałaby się wystarczająca?

Dom 2: Na zdjęciach bajka, rzeczywistość okazała się mniej magiczna. O ile poprzednio obejrzana szeregówka zaadoptowana została z myślą o szeroko pojętej, codziennej wygodzie i bezpieczeństwie WN, to wizję właściciela tej nieruchomości zakwalifikowałabym gdzieś pomiędzy PRLem a kapitalizmem. MDP określił ją jednym jedynym słowem: Polandia. Pokaż się. Pokaż, że mieszkasz z rozmachem. Pokaż, że posiadasz okazały, wielokondygnacyjny dom, w którym… codzienne wielokrotne korzystanie z klatki schodowej jako głównego ciągu komunikacyjnego nagle okazuje się nastręczać pewne trudności. Gdyż pokonywanie 4 kondygnacji w tę i we w tę nie brzmi komfortowo, szczególnie dla mieszkańca będącego osobą w podeszłym wieku czy rodzica dzieci, które po 50 razy w/zbiegają z tupotem po schodach, bo rano zapomniały jeszcze czegoś do szkoły – podobno standard i można zwariować 😉 że tak zacytuję pewną mamę. Pozostanę na razie w temacie klatki schodowej, w kilku miejscach niepotrzebnie ozdobionej (co znacząco utrudnia jej zabudowanie w celu zminimalizowania „ucieczki” ciepła). Ściany zostały pociągnięte tynkiem strukturalnym imitującym chyba piaskowiec (aczkolwiek wygląda to na materiał używany na zewnątrz budynków), co, w mojej opinii – podkreślam, nie wygląda za dobrze. Może z powodu techniki dekoracji, może z powodu braku spójności z resztą. W części dziennej pomieszczeń część ścian wyłożono kamieniem gipsowym, który najprawdopodobniej zostanie później pomalowany w odcieniach brązu. W części sypialnej dominują jaskrawe, wręcz neonowe kolory. W łazience, hm, interesujące połączenie odcieni pastelowych z jaskrawymi. Kuchnia mogłaby zostać zaprojektowana nieco bardziej funkcjonalnie (słabe doświetlenie powierzchni roboczej – wolę światło dzienne od sztucznego oświetlenia). Wąziutkie schody prowadzące do apartamentu na poddaszu, przeznaczonego raczej dla nastolatka, gdzie za luksferami mieści się otwarta na część sypialną ubikacja. Gdy o tym myślę, przypomina mi się jeden z programów Wojciecha Cejrowskiego, który krytykował takie rozwiązanie w jednym z hoteli bodajże na Karaibach. Szejkiem nie jestem, cenię sobie wygodę i prostotę, wręcz minimalizm. Jako że cena cuda wysoka, a w tym stanie nie jest on dla mnie „do wprowadzenia się” bez konieczności dokonania pewnych zmian – odrzucam pomysł.

Dom 3: Kolejna szeregówka, położona nieco dalej od centrum wszechświata. Obawiałam się maciupeńkiego ogródka, zostałam jednak bardzo pozytywnie zaskoczona. Szeregówka parterowa – nowość dla nas! Posiada ciekawy rozkład pomieszczeń, z wyraźnym podziałem na część dzienną i sypialną. Trochę mało powierzchni do przechowywania, za to jest pralnio-suszarnia (Ważna rzecz, nie śmiać się! :D) Najważniejszą rzeczą, która mnie martwi, są szpary w drewnianej podłodze. WT wysnuło teorię powstania tychże nieszczelności pod wpływem wilgoci w domu / braku włączonego ogrzewania. Poza tym w szczelinach będzie gromadził się brud…

Dom 4: Z pośrednikiem umówiliśmy się w kolejnym przypadkowym miejscu. Żałuję, że nie zaproponowałam innego miejsca spotkania, bo w rezultacie śledziłam go przez całe miasto, próbując utrzymać tempo jazdy. Zimą przeistaczam się w mniej dynamicznego kierowcę. Bynajmniej nie ślimaka, ale nie lubię pędzić wieczorem po nieznanej mi okolicy, gdy droga w dodatku śliska, wąska i bez słupków prowadzących. Nic to. Jechaliśmy tak dosyć długo, aż zaczęłam się śmiać, gdzież nas ten pośrednik wywozi. W końcu dojechaliśmy na miejsce i… Śliczności! Wszyscy byliśmy zachwyceni tym uroczym domem drewnianym. Zupełnie inny klimat, ba, inny zapach niż w domu murowanym. Niedaleko lasy, jezioro, działka jest duża, niestety bez garażu, który trzeba dopiero postawić. Dom w stanie surowym zamkniętym, więc pozostało jeszcze trochę prac do przeprowadzenia, ale cenowo, o dziwo, ta opcja prezentuje się najkorzystniej. Dużo, dużo korzystniej niż kupno któregoś z wcześniej obejrzanych domów z rynku wtórnego do remontu. I wszystko zostałoby urządzone po naszej myśli! Największym minusem jest jednak odległość. Samochodem do przebycia, podejrzewam, że popołudniowe powroty do domu zajęłyby nam najwięcej czasu. Niestety, okolica ta jest bardzo źle skomunikowana pod względem autobusów – Trasę obsługuje jedna jedyna linia, przy czym przystanek końcowy nie znajduje się bynajmniej w centrum, dlatego 1 czy 2 przesiadki są przykrym standardem. To mnie trochę przeraża, ponieważ wcześniej mieszkałam na wsi, musiałam przebyć ok. kilometr brnąc czasem w błocie czy śniegu (ze względu na brak chodnika i bardzo wąskie pobocze, to niebezpieczna trasa dla pieszych / rowerzystów) na przystanek autobusowy. Jako że nie było to centrum wszechświata (eufemistycznie rzecz ujmując), komunikacja autobusowa zamierała w okolicach godz. 20/21-ej, a podczas weekendów i w święta połączeń z miastem było jak na lekarstwo. Na szczęście wieś znajduje się na ważnej trasie komunikacyjnej, dlatego parę lat temu powstały prywatne firmy przewozowe i uruchomiono dodatkowe połączenia. Nasze urocze za… zakątek nie cechuje się jednak takim dogodnym położeniem, dlatego zdani bylibyśmy wyłącznie na samochód. Ze wszystkimi tego konsekwencjami.

Jako podsumowanie można by stwierdzić rzecz niejako oczywistą: Każdy dom ma swoje wady i zalety. Chcę jednak zminimalizować ryzyko i wybrać dom z najmniejszą ilością wad / niedogodności, ponieważ ich eliminowanie może być nierealne, lub wiązać się z kosztami, a codzienne męczenie się z czymś też nie ma większego sensu.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s