Particles of the Universe

Ostatnio przejrzałam tyle ofert, że jest mi już niedobrze i oczy mam czerwone jak u królika. Wyszperałam jeszcze kilka nieruchomości wartych obejrzenia, ale na chwilę obecną udało mi się zaaranżować tylko jedno spotkanie, głównie dzięki temu, iż jest to oferta bezpośrednia i byłam w stanie skontaktować się z WN. W pozostałych przypadkach albo WN przebywają za granicą i jedynie bywają w Polsce (Myślę, że dobrym pomysłem byłoby zatem powierzenie komuś kluczy do nieruchomości…), albo byczą się w sanatorium i wrócą za miesiąc, albo, jak twierdzi Pośrednik, nie można się do nich dodzwonić, gdyż mają wyłączoną komórkę. Do tego mnóstwo fake’owych ogłoszeń, które wiszą na portalach w stanie „Aktywne”, podczas gdy nieruchomości zostały już dawno sprzedane – Zwariować można.

Ponadto ostatnio przelotem zerknęłam na kilka designerskich blogów, oferujących porady dotyczące urządzenia mieszkania/domu oraz makeover niemodnych, nudnych pokoi. W głowie zaczynam powoli tworzyć sobie wstępne koncepcje kolorystyczne, ale jako że lubię klasykę i minimalizm, raczej nie będę kierować się trendami, a własnym gustem. Lub jego brakiem. Zależy od punktu widzenia – Ja jakoś z tym żyję.

Przy okazji buszowania po sieci natrafiłam na artykuł, po lekturze którego nadal nie mogę się otrząsnąć. Drogie matki i ojcowie pociech! Niniejszym śpieszę Was uświadomić, o ile informacji takowych jeszcze nie posiadacie, że jakieś tam zwyczajne dokumentowanie poczynań Waszego potomstwa na FB jest już, niestety, passé. Teraz zakłada się dziecięce blogi modowe, w których do czytelnika uśmiechają się z czarno-białych (retro!) lub kolorowych zdjęć buzie małych rozrabiaków, w wyrafinowanych stylizacjach niczym z żurnala. Zatem, do dzieła! Niech kreatywność Was nie opuszcza w tym całym szaleństwie.

Reklamy

Weźmisz czarno kure…

Jak z pewnością zauważyliście na podstawie ilości ostatnich postów, okres świąteczno-noworoczny spędziliśmy bardzo pracowicie. Dodatkowo kilka dni temu obejrzeliśmy jeszcze dwa domiszcza. Niech no sięgnę pamięcią, cóż to były za domy… Przy tej ilości obejrzanych ofert i nieruchomości wszystko miesza mi się w głowie w jeden wielki kolaż.

Dom 1: Dom per se (a właściwie jego połowa) ładny, już nawet nie chce mi się pisać, że do remontu, ponieważ dom jest zawsze do remontu, nawet gdy opis „do zamieszkania” oraz zdjęcia wskazują inaczej. Problemem, który wyklucza ten dom z kręgu naszych zainteresowań, jest kompletny brak działki – Marny wąski (2m?) pasek przed domem został całkowicie wyłożony kostką. Przygnębiające.

Dom 2: Nie wiem, jak to się stało, ale jakoś z biegiem czasu najwidoczniej upodobaliśmy sobie PRLowskie szeregówki. Osobiście najchętniej zamieszkałabym w niedużym domku (ok. 100m) na działce ok. 500m. Marzenia piękne są, nieprawdaż? Jednak skoro takich bajecznych ofert nie ma, trzeba analizować te dostępne. I tak, gdybyśmy wcześniej nie obejrzeli tych dwóch PRLowskich szeregówek, które Czerwony Kapturek odwiedził w jednym z poprzednich postów, spodobałaby się nam ta nieruchomość. Odpada z powodu gorszego dojazdu do pracy, malutkiego ogródka oraz niekorzystnego stosunku cena: jakość.

Ceny nieruchomości w ogóle bywają kosmiczne… Właściciele mają często sentymentalny stosunek do domu, a prowizja pośredników uzależniona jest od ceny nieruchomości, więc w ich interesie raczej nie leży negocjowanie ustalonej ceny. Z reguły podczas przeglądania ofert korzystam z różnych filtrów, ale czasami resetuję je, by popatrzeć sobie, za jakież to wspaniałości żąda się 500-600 tys zł. I więcej. Mowa oczywiście o nieruchomościach z rynku wtórnego, przewidzianych (przynajmniej w moim odczuciu) do remontu. Dzięki takiemu okazjonalnemu zabiegowi przy wyszukiwaniu ofert funkcjonuję sobie radośnie bez kawy 😉

A tymczasem podzielę się z Wami kilkoma dostrzeżonymi ciekawostkami.

„Ogród jest zagospodarowany, obsadzony krzewami i drzewami ozdobnymi. Dodatkową atrakcję stanowią własne pyszne brzoskwinie, zerwane wprost z drzewa i zjedzone w ogrodzie pozostawiają wspaniałe wrażenie smakowe i estetyczne.” Poeta…!

„[miasto] [dzielnica] [ulica]. Do sprzedaży połowa stylowej villi z początku dwudziestego wieku o powierzchni XXXm2 z ogrodem” – W opisie oferty nieruchomość została zakwalifikowana jako dworek/pałac. … Może to żart z gatunku tych hermetycznych, który bawi tylko mnie, ponieważ akurat oglądałam jedną z tych stylowych villi w okolicy i… stylowe to one może i były, tuż po oddaniu ich do użytku. Teraz pozostał jedynie cień dawnej świetności, a i tak wyblakły wskutek zmian i przebudowy terenu, na którym zostały postawione.

„projekt całego domu wykonany zgodnie ze sztuką geomancji (Feng Shui)” …ależ proszę mi tu nie chichotać pod nosem! To poważna sprawa! W dzieciństwie w ramach cudownych terapii trzymałam złote kule, piłam magiczną wodę, wymieniałam się energią z drzewami i odwiedzałam bioenergoteraupetów, więc dom wykonany zgodnie z regułami Feng Shui byłby jedynie kolejnym etapem tego szaleństwa… 😉

Dzisiejszy odcinek sponsorują literki K i P

Dzisiejszego posta chciałabym zadedykować Koledze i jego żonie. Dlatego, że bardzo Was lubię. Może wyciągniecie własne wnioski z naszej przygody.

Jestem przekonana, że za życiowe lekcje należy i nawet często się płaci. Dzisiejszą zapłatą był nasz czas wolny oraz koszt paliwa, ale jak nigdy uważam, że było warto. Naprawdę.

Dziś odwiedziliśmy spokojniejszą, nieco oddaloną od centrum wszechświata okolicę, ale z dobrym dojazdem do pracy. Wokół głównie wolnostojące domki jednorodzinne, pola, łąki – idylla Hobbitów. Właściwa nieruchomość usytuowana na środku ładnej działki, w stanie – jak wynikało z opisu oferty i zdjęć – całkiem przyzwoitym. Zdziwiło mnie, że WN jest zdecydowany na sprzedaż domu już kilka lat po jego wybudowaniu. Po dotarciu na miejsce zrozumiałam dlaczego. Okazało się, że dom jeszcze wymaga, oj wymaga sporego nakładu pracy…

Zaczynając od działki: Ogrodzenie do postawienia, ogród do uporządkowania i zagospodarowania (posadzenie kilku drzew, krzaczków itp.). Budynek ocieplony, do zmiany koszmarny kolor elewacji.

Wewnątrz: Wewnątrz, drogie dzieci, najchętniej zerwałabym wszystko do stanu około-surowo-zamkniętego i zrobiła wykończeniówkę od nowa. Towarzyszące nam WT tylko kiwało głową… Ale po kolei. Dom duży, nieco za duży jak na nasze potrzeby, o przestrzennych pokojach na parterze (kuchnia, salon z częścią jadalną), z podpiwniczeniem całego domu (z wyjątkiem garaży, co i tak daje 4 pozostające do zagospodarowania i ew. ogrzania pomieszczenia w piwnicy) oraz kilkoma mniejszymi pokoikami na piętrze. Na chwilę obecną brak gazu, w związku z planowanym w przeciągu kilku lat podłączeniem gazu w okolicy niezbędne będą: przebudowa domu (kuchni) oraz dobudowanie stosownego komina. W związku z włamaniami, które miały miejsce w okolicy, zastanowiłabym się nad zabezpieczeniem dużych powierzchni szklanych w salonie oraz przejścia z garażu do domu. Na parterze do zrobienia od podstaw pozostaje mniejsza łazienka. Na piętrze natomiast problemem są małe pokoiki-klitki o kiepskim naświetleniu w wyniku zamontowania maluteńkich okienek, niczym bulajów na statku. Trzeba również jak najszybciej zabezpieczyć balkon, który na chwilę obecną nie posiada balustrady, oraz doprowadzić do porządku stropy i sufity w pokojach.

Podczas drogi powrotnej doszliśmy zgodnie do wniosku, że dom ten powinien być pozycją obowiązkową dla każdego, kto planuje budowę domu. WN ewidentnie porwał się z motyką na słońce. Być może zgromadził trochę środków podczas pracy za granicą, może wziął kredyt na całość inwestycji, nieistotne, w każdym bądź razie już na pierwszy rzut oka widać, że projekt go przerósł. WN miał w planach postawić duży dom, ale gdzieś po drodze skończyły mu się fundusze. Ponadto z informacji ustnej uzyskanej od Pośrednika wynika, że formalności związane z budową tej nieruchomości nie zostały jeszcze zakończone, gdyż nie dokonano odbioru technicznego i WN nie uzyskał pozwolenia na użytkowanie budynku. W którym nota bene mieszka – Wiwat prowizorka!

Samo wykończenie domu pozostawia wiele do życzenia, stąd moje deklaracje zerwania wszystkiego w diabły. Prace zostały przeprowadzone najprawdopodobniej własnymi siłami, nawet taki laik budowlany jak ja gołym okiem dostrzega poważne błędy techniczne i niedociągnięcia czy to w malowaniu ścian w wymyślne wzorki, ociepleniu stropów czy wykończeniu łazienki.

WN chciał zapewne dobrze, a wyszło, cóż, jak wyszło…

*kurtyna zapada*

Oh joy, oh joy

Wczoraj zapomniałam złożyć nam wszystkim życzenia z okazji… wprowadzonej deregulacji zawodów. Od 01.01.2014r. (czyli od wczoraj, o skacowany narodzie) osoby wykonujące zawód pośrednika i zarządcy nieruchomości nie muszą już posiadać licencji i odpowiedniego wykształcenia. Strach się bać, co teraz będzie. Na szczęście nadal obowiązuje wymóg posiadania obowiązkowego ubezpieczenia OC. Gdyby jeszcze to zlikwidowano, całkowicie zwątpiłabym w to państwo.

Rano obejrzeliśmy jedno cudo, czytaj: pół bliźniaka z czasów PRL, będącego szczęśliwie kostką bez skosów. Skosy są urocze z zewnątrz, i owszem, ale na tym koniec. Znów pochyły wjazd do garażu i, niestety, wyjątkowy nano-mikro-ogród. Namiastka ogrodu, tak że nie bardzo wiedziałabym, co z nią zrobić. Nawet nie ma tam dość miejsca, aby w lecie postawić stół z krzesłami czy odpalić małego grilla. Wielki smutek. Właściciele do tej pory raczej nastawieni na eksploatację domu, więc z zewnątrz nieocieplony, przydałoby się zrobić elewację. Ubikacja OK, zabudowa kuchenna pozostaje w cenie – kuchnia OK. Ogrzewanie gazowe, trzeba pokombinować nieco z salonem, żeby ciepło nie uciekało  – Kto był w moim starym domu, wie, jak ja kocham otwarte przestrzenie. Szczególnie zimą. Łazienka do zrobienia od podstaw, co mnie jednakże bardzo, bardzo cieszy – Tu nie było sarkazmu. Ogółem dom wymaga też porządnego odświeżenia w środku, ponieważ właściciele palą papierosy.

I znowu, rozumiem, że to czyjś dom, a ja jestem tam jedynie przelotnym gościem, ale jak można przy kimś zapalić papierosa, nie zapytawszy wcześniej, czy mu to nie przeszkadza? Uciekliśmy szybko. Biedne zwierzaki, muszą wdychać to świństwo…

Babuniu! Jakież Ty masz wielkie uszy!?

Wszystkiego dobrego w nowym roku!  Znalazłam czas, aby przysiąść tu na chwilę.

Tak w ogóle, nasze poszukiwania domu opierają się na pewnych założeniach dotyczących położenia nieruchomości. Za Rzekę Graniczną przeprawiać się absolutnie nie zamierzamy, bo tam złe i dziwne ludzie mieszkają. Południowych Krain też początkowo nie brałam pod uwagę, bynajmniej nie z powodu Bestii, lecz długaśnych korków. Nie lubię tłumów, ani w sklepach (ach te przedsylwestrowe szaleństwa wyprzedaży!), ani na drogach. Ale! Ostatnio obczaiłam pewien mega fajny skrót…

Ciemno już było, gdy wyruszyliśmy na wyprawę, niosąc smaczny placek i flaszkę wina. Dom, do którego zdążaliśmy, był usytuowany dokładnie po drugiej stronie lasu, o pół godziny drogi od wsi. Zwyczajowa droga wiedzie jednak na około, pośród pól i domów. I jako że często bywa zatłoczona furmankami, zrezygnowałam z wątpliwej przyjemności podróżowania nią i zboczyłam z drogi, na całkiem znośnie ubity trakt, wiodący prościutko przez las ku celu. MDP ujrzawszy ciemne gęstwiny zatrwożył się wielce. Zwątpiwszy w mój rozsądek spytał, czy aby na pewno chcę jechać właśnie tą drogą. Ale, odrzekłam, przecie ładna jest, prosta, równa, wyasfaltowana, do ruchu publicznego dopuszczona, wyjedziemy o tu, w tym miejscu. Mapy wprawdzie nie mamy, ale wcześniej sporządziłam naprędce odręczną, zatem na pewno się nie zgubimy. Tak też i było w istocie. Szybko dotarliśmy do celu, wilka w lesie nie napotkawszy.

Na miejscu domków jednak moc… Jak tu w labiryncie patchworku znaleźć ten właściwy?

Domy były właściwie dwa. Bardzo podobne do siebie, PRLowskie szeregówki. Spodobały mi się ostatnio, pomimo nano-mikro-ogródków, ze względu na stosunkowo niskie koszty utrzymania i odpowiednią wielkość domu. Przejdę jednak w końcu do konkretów.

Dom A:

Jak to skomentował MDP, nic, tylko do środka wrzucić granat. Dom jest bowiem do kompletnego remontu. Szyćko. Elewacja, okna (przy okazji można je machnąć), wymiana instalacji, założenie ogrzewania, ściany, kuchnia, łazienka… Roboty kupa, ale efekt mógłby być ciekawy. Ogród spory, niestety przez połowę wiedzie ścieżka do garażu. Jako że na chwilę obecną nie ma działającego ogrzewania, jeśli domek postoi pusty przez zimę, wiosnę przywitają piękne okazy grzyba na ścianach.

Dom B:

Wyjściowa cena znacznie wyższa, bo i standard lepszy. W tym przypadku do zrobienia pozostają m.in.: Elewacja plus okna, łazienka, kuchnię można by sobie na tym etapie darować. Jak w wielu ostatnio oglądanych domach (także i tym ww.), natykamy się na amatorów boazerii, jeleni na rykowisku i broni wszelakiej, zawieszonej gustownie (hm) nad kominkiem. Ciekawi mnie, co odkrylibyśmy po zerwaniu tej całej boazerii i kasetonów, bo na razie nie bardzo można ocenić stan murów. Poza tym dom ma dwie główne wady: Nano-mikro-ogród oraz pochyły wjazd do garażu, budzący moje obawy w zakresie zimowego utrzymania oraz sprawnego wjeżdżania i wyjeżdżania z garażu, bez samochodowych baletów. Taaak, wiem, marudzę. Jednak cały czas mam w pamięci koszt całego przedsięwzięcia – Więc czy warto przymknąć oko na wady, by później przez kilkanaście/dziesiąt lat się męczyć? Do rozważenia.

Cieszę się natomiast, że daliśmy szansę tej okolicy. Domy obejrzeliśmy wprawdzie nieco wcześniej, ale z powodu braku natchnienia nie wrzuciłam komentarza na bloga. W międzyczasie kilka razy odwiedziliśmy dzielnicę, zwracając uwagę na możliwości dojazdu do pracy. Pospacerowaliśmy między domkami, odprowadzani czasem ciekawskimi spojrzeniami mieszkańców. W najbliższych dniach kolejne turystyczne wyprawy, więc bądźcie czujni.