Dlaczego oni znowu niszczą moje marzenia…!

Na wstępie chciałabym gorąco pozdrowić kolegów z pracy MDP 🙂 W związku z enigmatycznymi skrótami odsyłam Was do zakładki „Wyjaśnienia” – Moje lenistwo zdecydowanie popiera skróty (tudzież skrótowce literowe, dla poprawności językowej).

Moja grupa wsparcia (na to niedługo również będzie skrót) podesłała mi ostatnio kilka ciekawych linków do szeregówek, co prawda z rynku wtórnego, ale prawie nowiutkich, użytkowanych zaledwie przez kilka lat. Do tego położonych w elitarnych dzielnicach, na zamkniętych osiedlach, co wywołało u mnie pewien niepokój (o urokach mieszkania na zamkniętych osiedlach pisałam już wcześniej), ale postanowiłam dać szansę tym nieruchomościom i przekonać się, jak wygląda to bajkowe życie.

Dom 1: Obejrzany później, więc w porównaniu z Domem 2 (o którym poniżej) wypadł dość blado. Osiedle zadbane, maciupeńki ogródek w standardzie, niestety od strony ulicy, na chwilę obecną niezbyt ruchliwej, ale jeśli rozbudowa okolicy będzie postępowała zgodnie z planem zagospodarowania przestrzennego, to niedługo może być tam całkiem głośno. W środku układ i ilość pomieszczeń typowe dla tego typu budownictwa, wnętrze odświeżone, elegancko zabudowana kuchnia i 2 łazienki. Niestety, między domami brak jest przestrzeni dylatacyjnej, więc mieliśmy już teraz okazję zauważyć efekt zalania domu przez sąsiada.

Dom 2: Jak to skomentował WT, w środku nie bardzo było się do czego przyczepić. Szeregówka została wykonana z naprawdę dobrych jakościowo materiałów, gustownie urządzona (Wspaniale harmonizujące z meblami piękne kolory ścian będą moją późniejszą inspiracją), również i w tym przypadku spodobał mi się wystrój kuchni i łazienek, a także sypialni z garderobą (Ciemne belki na suficie w stylu rustykalnym mają swój urok). Z pewną dozą nieufności podeszłam do dość oryginalnie rozwiązanego ogrzewania elektrycznego, ale drugą opcją grzewczą jest kominek, a poza tym jesteśmy zimnolubni jak opiewany przez Nietzschego lud z krainy Hyperborea i nie lubimy wysokich tempertur w domu. Miód, sam miód płynie z mojej recenzji, a gdzież te wady, na które wszyscy czekają? Są. Dwie. Poważne. Po pierwsze, w nowoczesnym budownictwie developerzy nie przewidują żadnych storage room, powierzchni do przechowywania gratów, których w przeciągu życia zbiera się jednak trochę. Kolejną wadą i niemiłym zaskoczeniem był fakt (co zdążyłam już w międzyczasie rozrysować na tablicy w pracy kilku osobom 🙂 ), iż mimo skrajnego położenia domu, ogród stanowi wąski pasek trawy za domem. Z boku kawalątek pomiędzy biegnącą przez osiedle drogą a „moim” garażem i ogródkiem jest już terenem wspólnym, na którym mieszkańcy osiedla urządzili sobie spontanicznie dwa dodatkowe miejsca parkingowe, dokładnie przed furtką prowadzącą do „mojego” ogródka. Nie podoba mi się to, jestem terytorialna, widzę, że takie sprawy mogą generować problemy w przyszłości. Mentor poradził postawienie w tym miejscu ciężkiej donicy z kwiatami, ale to rozwiązanie może być zbyt subtelne dla innych ludzi. Czuć tu ewidentnie klimat blokowy z wszystkimi tymi problemami dotyczącymi parkowania… Nie chcę nawet wiedzieć, jak zatarasowane jest to mini-osiedle podczas weekendu czy w święta, gdy zjadą się goście.

Po oględzinach ww. domków mieliśmy w planach najazd na mieszkającego niedaleko Mentora, ale pośrednik zaproponował obejrzenie jeszcze jednego domku wolnostojącego. Aaaa… Gdyby można było wstawić tu zdjęcie mojej zachwyconej buzi…! Nie potrafię namalować tych uczuć słowami.

Ten stan zauroczenia trwał w moim przypadku nie zwyczajowe 3 miesiące, lecz tylko jeden dzień, czyli do czasu, gdy spojrzałam na wszystko trzeźwiej i uświadomiono mi wady domu, których ja w swej budowlanej ignorancji wcześniej nie dostrzegłam.

Jakby to wszystko zgrabnie podsumować… Może tak: Właściciele mieli mały stary domeczek na sympatycznej działce. Pewnego dnia postanowili go rozbudować i wyremontować, i tak też uczynili. Niestety, wykonali te prace w dużym pośpiechu i bez głowy, w efekcie czego dom na chwilę obecną przedstawia się tak: Nierówne, niewygładzone ściany, pomalowane tylko. Całkowicie zabudowana wanna w łazience, bez możliwości swobodnego dostępu w celu przeczyszczenia. Pęknięcia w ścianach w salonie, powstałe prawdopodobnie na skutek nieprawidłowej rozbudowy i położenia drewnianego stropu i kartongipsu. Założone drzwi z odzysku, nieprzymocowane futryny trzymające się „na słowo honoru”. Drewniane drzwi prowadzące z salonu do garażu (spaliny!). Wyliczać mogłabym dalej…

Gdy jakiś czas później razem z MDP wysiedliśmy z samochodu i skierowaliśmy się w stronę naszego mieszkania, z mojej strony padło wiekopomne już zdanie: „Dlaczego oni znowu niszczą moje marzenia…!” 😉 Że niby WT, tym razem w liczbie mnogiej. W kupie zawsze raźniej.

Mentor skomentował całą sytuację w następujący sposób:
– To jak z chłopem: Albo dom cię urzeknie i nikogo nie pytasz, albo kombinujesz. Jak urzeknie – przerąbane.
– Wtedy jadę tam drugi raz – odpowiedziałam – Biorę ze sobą WT, a on sprawia, że się odkochuję 😀
Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s