Bliskie spotkania trzeciego stopnia

Ten cykl wycieczkowy mogłabym zamknąć hasłem „3xŻ”. Jak: 3 razy Żul. Trzy tego typu bezpośrednie encounters jednego wieczoru uważam za znak. Jaki? Jeszcze nie wiem.

Ale po kolei. Zmierzaliśmy najpierw do Domu 1, spokojnie, bez pośpiechu, w blasku zachodzącego słońca, patataj patataj i w ogóle. Zaparkowaliśmy przed furtką i weszliśmy na teren posesji, by rozejrzeć się najpierw na szybko po ogrodzie. Wielkość działki w porządku, garaż wolnostojący, może być. Skierowaliśmy się w stronę domu, gdzie przywitały nas dwie dość osobliwe osoby. Szczególność ich zachowania objawiała się w niezrozumiałej rezerwie, z jaką przedstawiały nam dom, który mimo wszystko planowały sprzedać. W środku panował już lekki półmrok, ale właściciele tylko stali i obserwowali nas, więc każdym pokoju musieliśmy sami odszukać i zapalić sobie światło. Dom niby przeszedł jakiś remont, jednak w naszym odczuciu prace były wykonane dość nieprofesjonalnie, widać było niedociągnięcia. W domu czuć było trochę wilgoć, w paru miejscach przy oknach dostrzegłam tego efekty. Chcieliśmy jeszcze zejść do piwnicy, by obejrzeć, czy i tam nie ma śladów wilgoci i zacieków, ale WN początkowo nie chcieli nas tam wpuścić, tłumacząc się nieporządkiem. Nie wiem, czy to celowe zachowanie WN (Przecież zanim kupię ten dom, i tak muszę wszystko dokładnie obejrzeć, więc uniemożliwianie mi zejścia do piwnicy jest co najmniej dziwne), czy może mieli wcześniej do czynienia z jakimiś dziwnymi oglądającymi, którzy wygłaszali uwagi odnośnie bałaganu. Zresztą, jaki znowu bałagan! Jeśli ktoś się wyprowadza, normalnym jest, że tu i tam stoją pudła, a w domu nie jest najczyściej. Nic to. Udało nam się ostatecznie obejrzeć tę piwnicę, ale poza tym uzyskaliśmy tyle informacji, ile sami byliśmy w stanie dojrzeć i ocenić. Odpowiedzi na nasze pytania były udzielane dość zdawkowo i niechętnie, kwitowane komentarzami w stylu „Po co Państwo chcą to wiedzieć” albo „Wszystko jest w porządku” (Co jak co, ale w sprawach formalnych nikomu na słowo nie uwierzę i naprawdę chcę zajrzeć sobie w dokumentację).

Otrząsnąwszy się z tego dziwnego doświadczenia ruszyliśmy w stronę Domu 2, będącego, jak się okazało, typowo dwurodzinnym domem wolnostojącym, z oddzielnymi mieszkaniami połączonymi klatką schodową. Na chwilę obecną takie rozwiązanie nie jest optymalne dla nas, choć rozdzielność poziomów jest zaletą: Na chwilę obecną można korzystać z jednego poziomu, ograniczając korzystanie i utrzymanie drugiego piętra. Tylko z drugiej strony – po co. Jak czytałam ostatnio, dużo ludzi popełnia ten błąd, że buduje / kupuje domy niedopasowane do swoich potrzeb. Owszem, należy planować i nieco wybiegać myślą w przyszłość, ale nikt nie przewidzi, jak będzie wyglądała jego/ jej sytuacja rodzinno-zawodowa za 10, 20, 30 lat. Duży dom może okazać się nagle kulą u nogi.

Do domu per se nie mam zbytnich zastrzeżeń. Są pewne prace remontowe do przeprowadzenia, szczególnie drugie piętro wymaga remontu, jednak w porównaniu z tym, co zastaliśmy na miejscu, cena jest w porządku, niewygórowana. Ale cóż z tego, skoro dom nie dla nas.

Było już całkiem ciemno, gdy jadąc główną drogą w kierunku Domu 3 nagle zauważyłam, jak auto przede mną przyhamowało i skręciło w prawo, na parking wzdłuż ulicy. A ja zobaczyłam przed sobą na środku drogi półleżącego człowieka. Hamulce, światła awaryjne, MDP wyskoczył z auta sprawdzić, co się stało. Byłam przekonana, że kierowca samochodu jadącego przede mną potrącił pieszego, ale już po chwili okazało się, że jedynie ominął… z trudem czołgającego się przez ulicę Żula. Sądząc po zdartych do krwi przedramionach i dłoniach, pokonanie połowy jezdni zajęło Żulowi trochę czasu, jednak – co zdziwiło mnie najbardziej! – mimo iż stanowił on wyjątkowe zagrożenie na drodze, przede wszystkim dla samego siebie, nikt, podkreślam NIKT, nie zatrzymał się, aby usunąć go z drogi. Mężczyzna w tym stanie upojenia alkoholowego był bezwładny i bardzo ciężki, dlatego MDP pobiegł po pomoc do mężczyzny stojącego spokojnie na pobliskim przystanku autobusowym, i po dość natarczywym wezwaniu do pomocy zatachali go wspólnie na chodnik.

Chciałabym to wszystko skomentować jednym słowem. Jednym jedynym.

Rozumiem współczesne zobojętnienie ludzi, ale do cholery – Ludzie są bezdennie głupi i krótkowzroczni. Jeśli któremuś z kierowców nie udałoby się jednak skutecznie ominąć pełzacza, miałby na sumieniu człowieka, nieważne, żula czy nie żula, i spore problemy! Nie rozumiem tego wszystkiego, nie rozumiem.

Dość wstrząśnięci tym zdarzeniem dotarliśmy w końcu do ostatniego tego wieczora domu, który okazał się swoistym balsamem na przynajmniej moją duszę. Spodobał mi się. Bardzo. Muszę jak najszybciej zabrać tam WT, by sprowadził mnie na ziemię. Dom duży, ale wewnątrz nie ma zbyt wielu pokoi. Są one raczej takie, jakie lubię – przestronne. Wnętrze urządzone gustownie, elegancko, nieprzeładowane meblami czy ozdobami. Wymaga odświeżenia, przemalowania ścian (Będę szukać tamtego koloru, będę) i ewentualnej wymiany frontów w zabudowie kuchennej, bo nie lubię w sobotę skakać ze ścierką i męczyć się z doczyszczaniem ornamencików. A, trzeba coś zrobić również z chybotliwymi poręczami schodów. W domu mieszka nastolatek, co wiele tłumaczy… 🙂 Z kolei piwnicy jest kilka pomieszczeń gospodarczych, w tym jedno ewidentnie dla kota 😉 ponieważ w ścianie zrobiono wyjście dla sierściucha na ogród. Znakomicie. Ogród ładny, częściowo zadrzewiony, przyjemnych rozmiarów.

WN również sympatyczny, czas upłynął nam na miłej rozmowie, w trakcie której dowiedziałam się wielu rzeczy. Również takich, których wiedzieć nie chciałam, ale to akurat miało miejsce już na zewnątrz. Gdy żegnaliśmy się z WN, nagle zmaterializowała się obok nas dziwna kobieta, która spytała, czy dom jest na sprzedaż. WN odpowiedział jej w dość opryskliwy i chłodny sposób, co mnie początkowo zaskoczyło. Po chwili okazało się, że kobieta jest… najzwyczajniej w świecie dziwna, żeby nie powiedzieć: psychiczna. Podobno pomyliła sobie WN z kimś i czasem go nachodzi. Aha… Super…

Akurat ten aspekt musimy sprawdzić w kontekście pewnej afery, która wydarzyła się kilka lat temu. Jeśli nasze obawy się potwierdzą, możecie liczyć na ciekawą historię 😉

Na Żula numer 3 natrafiliśmy gdy… Chociaż powinnam raczej powiedzieć: Żul 3 prawie wytoczył mi się w ciemności zza krzaków na maskę samochodu, gdy już wjeżdżaliśmy na nasze osiedle. Zdążyłam go jednak ominąć, a jadący za mną samochód zatrzymał się, by go przepuścić. Co za wieczór…

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s