Szybcy i wściekli

Jesteśmy dość energiczni i ogarnięci w oglądaniu nieruchomości, ale ostatnio pobiliśmy nawet nasze własne rekordy. 4 domy w 1 godzinę – To imponujący wynik, nieprawdaż? 😉

Wszystko przebiegało szybko, bo każdy z tych domów podsumowany został krótkim: „Em… NO”. Mój komentarz tutaj będzie nieco dłuższy, bo lubię przynudzać. W tym celu założyłam przecież bloga.

Pierwsze trzy domy były bliźniakami bądź szeregówkami w stanie surowym zamkniętym tudzież developerskim, których cenę warunkuje atrakcyjna lokalizacja (= przynajmniej +100k do ceny). Atrakcyjność tej okolicy wypłynęła w ciągu kilku ostatnich lat, gdy pewnego dnia ktoś zdał sobie sprawę, że istnieje więcej niż jeden kierunek świata pod zabudowę i zwyczajna wioska ze wszystkimi jej atrybutami nagle stała się bardzo pożądaną destination.

Pośrednik na prezentację wybrał dla nas 3 z 4 poniższych domów. Ostatni był naszym strzałem.

Dom 1: Funkcjonalnie zaprojektowany bliźniak, co w moim odczuciu rzadko się teraz zdarza. Projektant pomyślał nie tylko o garderobie (która w obecnych czasach jest już standardem), ale i przeznaczył jedno dodatkowe pomieszczenie na pralnio-suszarnię. Wow. Pewną rysą na tym rajskim obrazie była prywatna droga dojazdowa do kilku znajdujących się przy niej posesji, przy czym (!) ja byłabym pierwszą inwestorką w tym miejscu, czyli na mnie spadłyby koszt wstępnego przygotowania, czyli przynajmniej utwardzenia drogi, by dało się jakoś przemieszczać. Alternatywą byłoby kupno kaloszy i terenówki, którym nie straszne byłoby to błoto. Nie chcę nawet wyobrażać sobie odśnieżania tego kawałka w zimie.

Dom 2: Również „wow”, ale w odniesieniu do ceny. Wow, bo przekracza nasze możliwości finansowe. Wow, bo za tę cenę można mieć dom wolnostojący, a nie bliźniaka z nano-mikro-ogrodem.

Dom 3: Debatuję, jak określić wielkość tej działki w porównaniu do działki poprzedzającej. Pikometrowa? Brzmi ładnie, może być. Mimo to domki mają branie jak ciepłe buły. Fascynującym jest, że tak pozwolę sobie na dygresję, że ludzie podobno bardziej preferują domy w stanie developerskim niż w stanie surowym zamkniętym. Że wolą mieć narzucone pewne rozwiązania, bo nie mają własnej wizji, odwagi, zaplecza (w postaci np. zaufanych fachowców). Podobno.

Dom 4: Yyy… Wyobraźcie sobie rozciągniętą przestrzennie wioskę i stojący gdzieś na obrzeżach, kawałek od głównej drogi, dom. Najprawdopodobniej nietknięty ręką fachowca od chwili jego wybudowania. Dom, gdzie wrzuca się granat i pozostają ściany, bo wszystko, ale to dosłownie wszystko, trzeba wymienić i zmodernizować. Oj, no cudnie. Odpowiedź na Wasze niezadane pytanie zawiera się w jednym słowie na 4 litery (nie, nie d***), C-E-N-A.
Jedyną rzeczą, która urzekła mnie w tym domu, była działka. Co przypomina mi pewną dyskusję z koleżanką:
– Czy mogę zacząć nowe zmiany od kupna psa? Bo mnie tu kuszą w mailu… Potem dopasuję do tego dom.
– … czy naprawdę muszę odpowiadać?

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s