Oto i ona! Niewdrapywalna Góra Niewdrapywalności!

Wczoraj pierwszy raz nocowałam w nowym domu. Czułam się jak na biwaku czy konwencie: Materac na podłodze, śpiwór, mikro-poduszka (Ciągle zapominam, by w końcu zakupić tę fantastyczną poduszkę wypełnioną orkiszem, na której tak cudownie spało mi się w hotelu w Niemczech), prowizoryczna kolacja w postaci kawałka ciasta miodowego… Swoją drogą, dziewczęta, może czytałyście „Brulion Bebe B.” z cyklu „Jeżycjada” autostwa Małgorzaty Musierowicz. Akcja dzieje się w czasach głębokiego PRLu, kiedy to w niedzielę nie odbywały się masowe pielgrzymki do marketów. Jest właśnie niedziela, matka głównych bohaterów bawi za granicą, lodówka świeci pustkami, a brzuch burczy z głodu. Ludkom udaje się dostać to, co przy niedzieli można kupić do jedzenia – tort. Mocno czekoladowy i równie mocno alkoholizowany. Na pusty żołądek rzecz nie najlepsza.

Tymczasem remont powoli posuwa się do przodu. Podczas gdy ja dzielnie konserwuję okna i parapety, maluję nieco pożółkłe wnętrze szafek kuchennych, reszta ekipy walczy z dotychczasowymi mocnymi kolorami ścian (ciemno-szary i soczyście zielony, brr) oraz kuchnią. Akurat w trakcie sortowania rzeczy w starym domu zadzwonił telefon, a pewien głos złowieszczo oznajmił: „Jest problem z kuchnią”. Yhy. Nie lubię takich telefonów. Kuchnia nas nieco, hm, zaskoczyła, ponieważ opóźniła prace remontowe. Okazało się, że jakiś „fachowiec” położył warstwę farby na wcześniej nieoczyszczonej ścianie. Ha.

Z kolejnych niespodzianek: Jakiś debil (ale chyba znowu obrażam osoby upośledzone. Zdecydowanie nadużywam tego określenia dla osób charakteryzujących się wybitną głupotą tudzież brakiem wyobraźni. Albo obiema tymi cechami naraz.) stanął na toalecie w salonie kąpielowym, na skutek czego toaleta wydaje się być delikatnie obniżona i pękły dwa kafelki. Trzeba będzie rozebrać całe ustrojstwo w celu sprawdzenia, czy mechanizm w ścianie jest nienaruszony. A dla mnie oznacza to zakup 12 kafelek, poprzedzony radosnym szukaniem odpowiedniego ich odcienia.

Niespodzianka numer 2 polega na tym, że ludzie to są jednak podstępne gadziny. WN mocno ukrywali się z faktem, że palą papierosy. W domu. Prawda wyszła na jaw oczywiście po zakupie nieruchomości, gdy 1) dom stał zamknięty przez jakiś czas i nie otwierano okien; 2) podczas malowania sufitu w łazience GW przetarł mokrą szmatą kafelki i miejsce to, niczym w reklamie Vanisha, nagle stało się czystsze, bielsze i lśniące; 3) po kąpieli pod prysznicem para wodna i ciepło przekornie wydobyły całą gamę ohydnych woni tytoniowych. Ble. Aż się wzdrygnęłam.

Przebiegłe brzydoki.

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s