Some kind of madness

Mam wysoką świadomość obywatelską. Dzwonię na Policję, gdy widzę stojące na poboczu od kilku dni auto, które nagle zostało pozbawione szyb, robię zdjęcia debilom, którzy parkują w niedozwolony sposób (Ostatnio pewien mężczyzna w średnim wieku zaparkował samochód na drodze tuż przed przejściem dla pieszych, przy okazji blokując mój samochód oraz inny, stojący obok, gdyż postanowił skoczyć sobie „na sekundkę” do sklepu. Oj tam.) i wysyłam ww. bądź do Straży Miejskiej owe słit-focie, ba, nawet dzwonię sama do Urzędu Miasta, by uprzejmie spytać, kiedy będę mogła zapłacić podatek gruntowy.

Podatek gruntowy. Za dom kupiony w kwietniu. Na podstawie deklaracji złożonej z początkiem maja. Dzwonię oczywiście ze szczerą troską o nieuregulowaną należność wobec Państwa Polskiego. „Niech się Pani nie martwi”, usłyszałam w czerwcu, „Spokojnie, w swoim czasie przyślemy Pani decyzję”. Ale czas leci, a do mojego praworządnego umysłu zaczął powoli wkradać się lekki niepokój. Mgiełka niepokoju.

Wiedziona jakimś szóstym kobiecym zmysłem wykręciłam dziś numer stosownego Wydziału, gdzie przerwano mi tuż po moim przedstawieniu się i zaczęto mnie wylewnie przepraszać za… zgubienie mojej deklaracji.

…hah…

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s