Bend them to your will

No i oczywiście musiało tak być. W chorobowym zaćmieniu podczas wypełniania deklaracji pomyliłam się raptem o 6m2, wskutek czego wczoraj ponownie musiałam odwiedzić zaprzyjaźnione już panie urzędniczki w Urzędzie Miasta.

Tymczasem po 1,5-tygodniowej chorobie powoli dochodzę do siebie, jeśli można tak określić stan, gdy mam wrażenie, jakbym była poddawana średniowiecznym torturom poprzez wyciąganie wnętrzności (Czytaj: Stan po zażyciu przeze mnie antybiotyku. Generalnie NIE zażywam antybiotyków.) Plusem jest natomiast to, że jako rekonwalescentka mogę wygrzewać się na słonku i bujać się na ogrodowej huśtawce z książką na kolanach, obserwując, jak inni pracują 😉

W remoncie posunęliśmy się (Ha! W kontekście powyższego opisu mojej choroby cudownie użyta forma liczby mnogiej ;P) do przodu o kilka małych kroczków:

Powiesiliśmy w końcu poniemieckie „błogosławieństwo dla domu”, do którego jestem przywiązana, zamontowaliśmy dodatkowe wieszaczki w kuchni i powiesiliśmy na ścianie młynek do kawy, który na giełdzie staroci upolowała dla mnie D.

Dodatkowo cały czas bawimy się z podstępną elektryką w domu, ale udało się zamontować lampę na fotokomórkę (raz już ktoś kręcił się po naszym ogrodzie) oraz lampę zewnętrzną przy drzwiach garażowych. Ciekawostka: Córuchna podczas wyprowadzki „na chama” wyrwała zamontowaną tam starą lampę, z myślą pewnie, że „a nuż się przyda i nie zostawimy im NICZEGO”, pozostawiając jedynie wyrwane kable i pęknięte mocowanie plastikowe.

Z głupotą ludzką walczyć jednak można, a ja hołduję zasadzie „We are Legion. We do not forgive. We do not forget”. Minęło już 5 miesięcy od wyprowadzki (brak mi ostatnio wyrazów/wyrażeń na określenie tych ludzi), przez poprzednie 4 miesiące poczta do nich przychodziła, nie, napływała w ilościach niezmniejszonych; W ciągu ostatniego miesiąca nadeszło jej zdecydowanie mniej, najwidoczniej po mojej kąśliwej uwadze do Córuchny, że najwyższy czas pozmieniać dane adresowe w urzędach, bankach itp. Ostatnia akcja z meblami była tą przysłowiową kroplą, która przelała czarę, i tak wracając z UM wstąpiłam na pocztę i zwróciłam wszystkie otrzymane ostatnio przesyłki kierowane do poprzednich właścicieli. Nie zamierzam już być dziewczynką na posyłki, kolekcjonować i przekazywać „pocztę”.

Nawiasem mówiąc, w takiej sytuacji Poczta Polska jest w stanie pomóc jedynie w takim zakresie, poprzez przyjęcie i odesłanie do nadawcy przesyłki.

I jeszcze na koniec notka: Czekam na lampy, które jeszcze nie nadeszły (i nie wiem, kiedy to nastąpi, muszę pogonić sklep), za to otrzymałam owczą skórę, która cudownie pachnie… owcą (W końcu to skóra z owcy. 100%, hand made, eko, fair trade i w ogóle) MDP twierdzi z kolei, że skóra śmierdzi pastwiskiem, piżmem owczym i trochę oborą, ale to facet… 😉

No dobra, trochę śmierdzi. Zatem „wietrzymy, wietrzymy!”

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s