Garden havoc

Wbrew pozorom żyję.

MDP pukał się w czoło, dlaczego zdecydowałam się ostatnio na zabieg chirurgiczny (Nie, nie powiększałam sobie piersi ani nie usuwałam zmarszczek, złośliwe gady), z moją „tolerancją” takich ingerencji. Natomiast po samym już zabiegu zabronił mi wychodzić na miasto, żeby ludzie nie myśleli, że mnie bije 😉 Na szczęście opuchlizna już powoli schodzi, cieszy mnie to ogromnie, ponieważ naprawdę nie chciałam przypominać tajskiego lady-boy’a 😉

Ale opuchlizna czy nie, robić trzeba, póki pogoda ładna.

Dziś z pomocą przyjechała ekipa w postaci mojego taty i jego znajomego, którzy, gdy akurat nie patrzyłam, dokonali prawdziwego spustoszenia w moim ogrodzie, wycinając co się da. I tak won poszły wszystkie krzewy na tylniej ścianie posesji, pozostawiono mi łaskawie dziką różę, lilie i mały niskopienny krzew. Aha. Dokładnie tyle. W okolicy lilii i krzaczka posadziłam poziomki, które otrzymałam od Niani Ogg i Babci Weatherwax, a tato w swej łaskawości przywiózł i zasadził kilka cisów kolumnowych. (Dziewczyny, nie drżyjcie ze zgrozy!)

W efekcie ogrodu jest tak jakby zdecydowanie więcej. Ekipa wykonała dziś tytanową wręcz pracę, wykopała stare, pozostawione przez poprzednie leniwce korzenie, wytargała cały ten cholerny winobluszcz (Nie sadzić! Ostrzegam! Paskudztwo nie do wytępienia, rozrasta się to-to niczym liany w dżungli, oplatając inne rośliny), przekopała i wyrównała całą tylnią część ogródka. Jestem pod wrażeniem. Kochany tato ^^ (Droga kuzynko M., Twój komentarz jestem w stanie sobie wyobrazić ;))

Teraz pozostaje tylko wybrać się do marketu po folię do ogrodu.

Podczas gdy my szaleliśmy w ogrodzie, MDP dzielnie szkrobał i malował płot. Nie skończył niestety, ponieważ kupiliśmy bardzo badziewną farbę do metalu – i tu nastąpi przerwa na antyreklamę – marki „Śnieżka”. Nie polecam. Bynajmniej nie do ogrodzenia.

Z kolei na taras zakupiliśmy wczoraj znany i lubiany „Hammerite”. Z balustradą będzie trochę zabawy, ponieważ trzeba wcześniej jakoś wymontować ozdobne szybki. Ale co to dla nas.

A, z innych nowinek: WT poszalał z elektryką w piwnicy, dzięki czemu nie muszę już po omacku schodzić ze schodów i mam włączniki światła zarówno na górze, jak i na dole schodów! 😉

Advertisements

One thought on “Garden havoc

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s