„Szybciej, ty leniwa małpo ty…”

Dzisiejszy post dedykuję mojej ulubionej świeżo upieczonej mamie, która ostatnio zdecydowanie cierpi na nadmiar wolnego czasu 😀 Buźka!

Z kolei ja mam oczopląs, bo najpierw obejrzałam kilkaset lamp stojących (których w ofercie jest i tak zdecydowanie mniej niż lamp wiszących), a następnie podobnie imponującą ilość mebli do salonu.

Jak niektórzy wiedzą, w części salonu nie ma oświetlenia. Tzn. kable idą sobie gdzieś pod karton-gipsem, ale podczas remontu nie zerwaliśmy go, w tej części zaplanowałam lampy stojące. Wtedy nie zdawałam sobie sprawy, że kupno lamp stojących nie jest wcale takie proste. Dlaczego, spytacie? Ponieważ, jak wspomniałam wyżej, lamp podłogowych nie ma wcale aż tak dużo, w sensownej cenie, oczywiście. Są, owszem, piękne lampy, których cena przekracza 2000 zł, tych jednak nie brałam pod uwagę. Kolejnym filtrem była moja osławiona praktyczność, czyli: Lampa nie tylko ma tworzyć nastrój, ale dawać jak najwięcej światła. Po zastosowaniu tego filtru odpadła kolejna część lamp.

W międzyczasie wysyłałam moje propozycje lamp zarówno MDP, jak i koleżankom, które nie omieszkały ich skomentować, i tak pojawiły się „poskramiacze lwów”, „statywy i lampy z sali operacyjnej”, „lampy z pokoi przesłuchań”, „oko Saurona”, „suszarki do włosów”, „papierowe śmietniki na papiery”, „świetna micha na przekąski” czy „ornamenty zajeb*** na hodowlę pająków”. Kochane dziewczyny, wiedziałam, że mogę na nie liczyć.

Na mojej cudnej muszelce również nie pozostawiły suchej nitki. Bo było tak: Znalazłam bardzo ciekawą designerską (i niedrogą!) lampę stojącą, na metalowych nogach, z kloszem w kształcie dużego białego kwiatu. „Primrose ballet” – brzmi uroczo i taka właśnie jest. Niezbyt praktyczna, fakt, w tej misie-muszli z czasem zbierałyby się tylko kłęby kurzu, ale urzekła mnie od pierwszej chwili. Byłby to taki ciekawy, wyróżniający się akcent w salonie, na który wchodzący od razu zwracałby uwagę.

Ostatecznie wybrałam dość klasyczne lampy drewniane z kloszem tekstylnym. I wciąż czekam na dostawę. Lampy zamówiłam jakieś 2 tygodnie temu, na stronie nigdzie nie było oczywiście mowy o tak długim terminie oczekiwania, sprzedawca mailowo zapewniał mnie również, że lampy otrzymam wcześniej. Nic z tego. Podczas imprezy w domu znów musiałam improwizować z małą lampką z gabinetu oraz świeczkami. Lipa.

Nic to, czekam cierpliwie. (Chyba że się zirytuję i jednak zamówię pannę muszelkę 😉 )

A tak w ogóle, w swej przebiegłości tym razem wybrałam opcję płatności przy odbiorze, żeby kurier nie zostawiał przesyłki gdzie-popadnie lub u sąsiadów, którzy może niekoniecznie chcą się bawić w przechowalnię moich zakupionych dóbr.

Na koniec zaś będę wyjątkowo podła: Mam dla Was jeszcze 2 ciekawe newsy, ale… nie napiszę o nich dzisiaj! *podstępny śmiech, kurtyna opada*

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s