It’s alive, it’s alive!

…jeśli ktoś zwątpił, to śpieszę uprzedzić, że żyję, mam się całkiem dobrze i nie opuściłam całkowicie mojego bloga. Po spotkaniu u notariusza dużo rozmyślałam. Gdy emocje nieco opadły, stwierdziłam, że nie jestem zadowolona z efektów spotkania. Dlaczego?

1. Naszą pierwszą wspólną koncepcją było podpisanie umowy przedwstępnej u notariusza z końcem marca, a miesiąc później – aktu notarialnego. Jednakże notariusz odradził nam notarialne sporządzenie umowy przedwstępnej z uwagi na dodatkowe koszty, a WN nie chcieli już później sporządzać umowy przedwstępnej, na podstawie wzoru ściągniętego np. z internetu. Rezultat jest taki, że sprawę mamy dogadaną „na gębę”. Mhm. Na gębę to ja mogę się z koleżanką na kawę umówić. Ale nic to, staram się spać spokojnie i nie rozważać (zbyt często) scenariuszy alternatywnych.

2. Notariusz, który ma być teoretycznie osobą bezstronną i zabezpieczyć interesy obu stron, zadziwiając mnie wysunął propozycję szybkiego sporządzenia aktu notarialnego, przekazania przez nas pieniędzy, a nieruchomości nam przez WN – po upływie miesiąca, kiedy to WN wreszcie dokończą przeprowadzkę. Mhm. Po pierwsze, nie zdążymy tak szybko zorganizować pieniędzy; Po drugie, nawet gdyby jakimś cudem się udało, to jak on sobie wyobraża, miałabym wpłacić całą kwotę (WN nie chcieli płatności ratalnych) i modlić się, aby stan nieruchomości był taki, jakim widziałam go ostatnim razem?

3. W trakcie spotkania okazało się, że pani Halinka rzekomo pomyliła się i podała mi wysokość opłaty równą połowie taksy notarialnej za tę czynność. Notariusz oburzył się, gdy skomentowałam, że na mój użytek potwierdziłam wysokość opłat poprzez kalkulatory internetowe, ale ostatecznie łaskawie przystał na uzgodnioną kwotę.

4. Brak sporządzonego protokołu zaczyna kopać nas w tyłek. Po spotkaniu u notariusza poszliśmy na kawę do WN. W pewnym momencie właścicielka uświadomiła mnie, że zamierza wymontować garderobę. Zrobioną, nawiasem mówiąc, na wymiar. Brak mi słów. Życzę jej powodzenia w znalezieniu pomieszczenia, do którego owa garderoba będzie pasować, ja kupię sobie nową. Cała sytuacja o tyle mnie bawi, że to jak wymontować szafę typu komandor, równie bezsensowne. Pazerność ludzka nie ma granic.

5. Za 3 tygodnie planowane podpisanie aktu notarialnego. Trzymajcie kciuki.

6. Przed tym brzemiennym w skutki wydarzeniem muszę umówić się z WN i obejrzeć jeszcze raz wnętrze. Powód poboczny: Wymierzenie pomieszczeń w celu zamówienia paneli i farb – W okolicach majówki chcemy zacząć już szaleć z robotą. Powód główny: Ocena stanu nieruchomości. Przez miesiąc wiele może się podziać, szczególnie w trakcie wyprowadzki.

Tyle odnośnie kwestii formalnych. Cały czas intensywnie myślę nad wystrojem wnętrz, ale po ostatnich rozmowach będę ostrożniejsza, z kim podzielę się moimi pomysłami. Na razie mam bardzo dokładnie przemyślaną koncepcję salonu, odrobinę zmodyfikowaną po rozmowie z B. (Dziękuję za bardzo trafną uwagę!), która to koncepcja została jednak ostatnio wyśmiana przez WT. Przyznam, że zrobiło mi się wtedy bardzo przykro.

(W międzyczasie mi przeszło. Złe emocje, znaczy się. Gdybym chciała przejmować się każdą usłyszaną przykrą rzeczą, byłabym już dawno po drugiej stronie. Co nie zmienia faktu, że komentarz został zapamiętany 😉 )

Na tym jednak moja inwencja twórcza się kończy. Nic kreatywnego nie przychodzi mi do głowy. Tymczasem jutro rozpoczyna się przymusowa tygodniowa przerwa – Jadę służbowo do Berlina, yay! Po powrocie planuję wycieczki po sklepach meblowych itp. Może one przyniosą nowe inspiracje.

Reklamy

Przejaśnia się

W międzyczasie trochę pozmieniały się nam koncepcje. Ale spokojnie, spokojnie, już wyjaśniam.

Stawiliśmy się dziś stadnie u notariusza, którego ojciec, również notariusz (co dziwnym nie jest), zadzwonił do mnie w poniedziałek po przeczytaniu mojej wiadomości. W trakcie rozmowy telefonicznej zaproponował pewne odmienne ustalenia, a dziś jego syn wszystko nam wyjaśnił ze szczegółami, i tak:

WN w międzyczasie zdołali zdobyć jeszcze kilka dokumentów, które nie budzą zastrzeżeń. Posiadają całą dokumentację dotyczącą domu, która zostanie nam przekazana. Brakuje jeszcze tylko zaświadczenia z planu zagospodarowania przestrzennego oraz potwierdzenia o wymeldowaniu. To ostatnie wywołało chwilową dyskusję, ale jest to mój warunek w związku z kupnem nieruchomości. Przed podpisaniem aktu notarialnego oraz przekazaniem domu WN muszą się wymeldować, ponieważ, jak zasięgnęłam informacji, nie byłoby mi później łatwo, jako następnemu właścicielowi, wymeldować kogoś z mojego domu. Z kolei w internecie w rozmaitych artykułach i na forach można znaleźć różne informacje i rady w tym temacie, aczkolwiek nie są to informacje sprawdzone, nie wiadomo często, kto jest ich autorem, więc zdecydowanie wolę wybrać mniej skomplikowaną drogę.

Po wysłuchaniu argumentów notariusza (dotyczących głównie finansowego aspektu tej czynności) zrezygnowaliśmy z depozytu notarialnego, ustalając przyszły zapis w akcie notarialnym określający termin przekazania pieniędzy w formie przelewu bankowego na rachunki WN.

Najważniejsze ustalenia dotyczą podpisania aktu notarialnego, co nastąpi za niecałe 2 tygodnie (tak!) i przekazania nam nieruchomości, na którą poczekamy jeszcze miesiąc, ponieważ taki okres wspólnie oszacowaliśmy jako potrzebny WN na przeprowadzkę. Nam zostanie również miesiąc na dokonanie prac remontowych, nad zakresem których ciągle jeszcze debatujemy, oraz przeprowadzenie się.

Wczoraj wieczorem przejrzałam kilka magazynów dotyczących urządzania wnętrz… i pojawiły się pierwsze koncepcje dotyczące wystroju salonu… pierwsze emocje, jakie kolory wybrać, jakie dobrać do nich oświetlenie, czy zdecydować się na jakąś oryginalną koncepcję czy może pozostać przy klasyce… Aaa…!