Don’t you worry child

Od paru dni tylko wiszę na telefonie, cieszę się zatem niezmiernie z wyboru korzystnej oferty u operatora telefonii komórkowej. Niektórzy już wiedzą, że ostatnie kilka dni zaowocowały dość dynamicznym rozwojem sytuacji. Po kolei:

We wtorek umówiliśmy się na jeszcze jedno spotkanie z WN, tym razem w pełnym składzie – Dom sprzedają 2 osoby, każda z nich musiała wyrazić zgodę na sprzedaż nieruchomości i wysokość oferowanej przez nas kwoty. Dodatkowo na spotkaniu zmaterializowała się dorosła Pociecha, która nieproszona wtrąciła się do rozmowy, oznajmiając, co zamierza zabrać z domu dla siebie. Było to kompletnie nie na miejscu, ponieważ osoba ta nie jest stroną w sprawie ani dla mnie żadnym partnerem do rozmowy. Nie chciałam jednak wszczynać awantury, więc przemilczałam ten wyskok, a następnego dnia MDP zadzwonił do WN i sprawa została wyjaśniona. Przy okazji Mentor uświadomił mnie, że negocjując cenę powinnam była spisać protokół / zrobić zdjęcia rzeczy, które zostaną w domu. To jednak mogę jeszcze „nadrobić” podczas sporządzania umowy przedwstępnej.

Wczoraj otrzymaliśmy odpis KW. Pracownik SR tak mnie nastraszył, że spodziewałam się otrzymać przesyłkę najwcześniej w piątek, a tu proszę, jaka pozytywna niespodzianka! Dodam tylko, że KW bez zastrzeżeń. Jeden punkt do odhaczenia.

Dziś z kolei walczyłam z panią Halinką z kancelarii notarialnej. Na podstawowe pytania uzyskałam satysfakcjonującą odpowiedź, pracownik na poczekaniu wyliczył mi wysokość wszystkich opłat, aczkolwiek mam wątpliwości odnośnie wysokości opłaty za sporządzenie umowy przedwstępnej. Podobno zapłacimy jedną taksę notarialną w 2 ratach, pierwszą część przy podpisaniu umowy przedwstępnej, a drugą – przy sporządzeniu aktu notarialnego. Niestety kancelaria jest nieczynna w sobotę, więc na spotkanie umówiliśmy się w przyszłą środę. W trakcie bezpośredniej rozmowy z notariuszem mam nadzieję dowiedzieć się czegoś na temat procedury i wysokości opłaty związanej z depozytem notarialnym. Co do tego pani Halinka nie umiała udzielić nam informacji, gdyż to nie jest standardowa czynność i podobno nieczęsto się zdarza. Aż się chce odpowiedzieć: A co mnie to obchodzi.

Przed chwilą poczytałam sobie trochę w internecie i obawiam się, że możemy mieć problem. Poprzez depozyt notarialny chcemy zabezpieczyć interesy obydwóch stron, jednak notariusz nie ma obowiązku przyjęcia depozytu. Na chwilę obecną jedynie może „przechować” kwotę transakcji, ale też nie każda kancelaria notarialna posiada odpowiedni rachunek depozytowy ze względu na wysokie opłaty prowadzenia i sporadyczność wpłat klientów. Obecnie taksa notarialna za tę czynność wynosi połowę stawki maksymalnej, liczonej od wartości depozytu. Jednakże projekt nowelizacji ustawy Prawo o notariacie i Prawo bankowe przewiduje nałożenie na notariuszy obowiązku bezpłatnego (!) przyjęcia do depozytu pieniędzy w walucie polskiej bądź obcej jak również papierów wartościowych, celem ich wydania osobie wskazanej przy złożeniu albo jej następcy prawnemu.  Kwota przypadająca do zapłaty miałaby być składana na prowadzony przez notariusza rachunek powierniczy. Brzmi bajkowo, nieprawdaż? Mnie niestety te zmiany nie obejmą.

Czym się jeszcze aktualnie zajmuję… Spisuję dane potrzebne do sporządzenia umowy przedwstępnej i formułuję warunki, jakie mają być w niej zawarte. Razem ze skanem KW wyślę wszystko drogą elektroniczną do kancelarii i, cóż, czekamy do środy 🙂

Reklamy

Paint the sky

Myślałam, że zimową porą branża nieruchomości pogrąża się w pewnym letargu, by wraz z nadejściem wiosny zbudzić się do aktywności. Cóż za mylne przekonanie. W ciągu ostatnich dwóch tygodni na portalach nie pojawiły się żadne nowe ciekawe ogłoszenia, a na stare nie mogę już patrzeć.

W międzyczasie mieliliśmy w głowach dwie cenowo zbliżone do siebie oferty, rozważając następujące aspekty każdej z nieruchomości:

– Niewielka odległość od centrum wszechświata i aktualnych miejsc pracy vs. średnia (ale wciąż akceptowalna odległość) od ww. punktów,

– maciupeńki ogródecek vs. ładny, konkretny ogród,

– hałas skupiska ludzi vs. spokojniejsza okolica,

– bliskość ludzi przekładająca się na większe poczucie bezpieczeństwa vs. konieczność zamontowania krat i instalacji alarmowej.

Póki co, skłaniamy się ku opcji numer 2. Dziś odbyliśmy jazdę próbną w godzinach wczesnego szczytu (godzinę później mogło być znacznie weselej), której wynik nas ucieszył: Ruch raczej płynny, drobne przestoje, nawet moim przepisowym żółwim tempem szybko pokonałam trasę. A w przyszłości dłużący się czas drogi do domu mogę zawsze spędzać słuchając audiobooków albo ucząc się języka obcego.

Spod potencjalnego przyszłego domu wyruszyliśmy do siedziby Sądu Rejonowego, aby dokonać wglądu w KW – Pech chce, że nasza KW nie jest jeszcze wciągnięta do systemu elektronicznego, z czym wiążą się pewne niedogodności, poczynając od godzin pracy SR (na szczęście dziś był dyżur do godz. 18:00), a kończąc na pewnym stresie związanym z faktem, że nie mogę w każdej chwili podejrzeć ewentualnych zmian w KW, jeśli takowe zostałyby w międzyczasie dokonane.

Tymczasem podzielę się z Wami informacjami uzyskanymi od sympatycznego pracownika SR. Dla mnie niektóre z nich były pewnym zaskoczeniem, w swej naiwności zakładałam, że sprawy przebiegają nieco inaczej. Tak więc. Sprawa wygląda tak, że nasza KW nie została zmigrowana do nowego systemu informatycznego i istnieje, póki co, jedynie w formie papierowej, z której na miejscu mogliśmy obejrzeć krótki odpis. MDP pobiegł prędko do kasy uiścić opłatę za wydanie odpisu do naszych łapek, ponieważ urzędnik poradził nam, że czynność ta przyśpieszy migrację KW do wersji elektronicznej. Napomknę, że w celu uzyskania odpisu trzeba wypełnić krótki wniosek i uiścić opłatę w wysokości 6 zł w znaczkach. Jeśli wniosek składało się w godzinach późniejszych i nie dostało go od ręki, nie trzeba udawać się po raz kolejny do Sądu po odbiór odpisu, jest możliwość otrzymania go listownie (przesyłka listem poleconym, za potwierdzeniem odbioru). Teraz część najlepsza. Jeśli zdecydujemy się na zakup tej nieruchomości, będziemy musieli dwukrotnie udać się do notariusza, celem sporządzenia umowy przedwstępnej oraz właściwej. Notariusz ma podobno 3 dni na przekazanie dokumentów do SR, który z kolei potrzebuje nawet do 1-1,5 miesiąca czasu na dokonanie wpisów w KW. Długo. Bardzo długo.

Moja wyobraźnia podsuwa mi pesymistyczne wizje związane z tak długim czasem „niebytu”, w szczególności po przeczytanym artykule, jak to właściciel w krótkim odstępie czasu sprzedał jedną nieruchomość dwukrotnie, dwóm różnym nabywcom. W Polsce cwaniactwo jest na porządku dziennym, nie chcę tu bynajmniej obrazić WN, ale zaufanie w sprawach zasadniczych mam tylko do samej siebie. Może warto będzie rozważyć kwestię depozytu notarialnego, żeby zabezpieczyć swój interes.

W międzyczasie w stanie hiperwentylacyjnego podniecenia sprawdziłam plan zagospodarowania przestrzennego dla okolicy (bez zastrzeżeń) oraz zaczęłam sporządzać listę dokumentów potrzebnych do zawarcia aktu notarialnego. Jeśli sprawy zajdą dalej, to dokończę temat. Na razie jednak temperuję moją ekscytację, żeby nie było powtórki z kilku ostatnich domów, które też już prawie, prawie zakupiliśmy 😉

Grunt, żeby scena rozegrała się przy brzegu, w końcu to jest widowisko.

Postanowiłam, że czekając na telefon od kolejnego Pośrednika odnośnie czasu i miejsca dzisiejszego spotkania zrobię szybki update bloga.

Wczoraj przygotowałam wstępną notkę, post leżał zachomikowany w draftach, jednak po namyśle stwierdziłam, że to straszna bufonada i nie będę poniżać się, publikując takie głupoty. Trzeba trzymać jakiś standard – Internet nie wybacza i nie zapomina. Do głupiego postu musiałabym załączyć  (w celu odwrócenia uwagi od treści notki, oczywiście) zdjęcie nagich cycków albo cycków w ładnej bieliźnie. Ale to byłby już product placement, nieprawdaż? W dodatku bez żadnych finansowych korzyści dla mnie, gdyż nie jestem związana umową z żadnym producentem bielizny. Zostanę zatem przy treści.

Od czego to ja chciałam zacząć… A tak. Wszyscy wiedzą, że szukam domu. Wieść ta rozeszła się już wśród współpracowników, znajomych, znajomych rodziny, zapewne również znajomych znajomych rodziny i tak dalej. Cudownym jest, jak wiele ludzi spontanicznie pomaga nam w poszukiwaniach domu, przekazuje namiary, podsyła linki, doradza (a czasem też odradza), dopytuje o efekty poszukiwań. Nie chcę, aby brzmiało to banalnie, ale… gdy myślę o tych wszystkich przejawach ludzkiej dobroci, to mi się robi ciepło w okolicy serca. (Dla porównania, w zeszłym roku doświadczyłam wiele przykrości od ludzi. Widocznie w przyrodzie musi istnieć równowaga.)

Dzięki rozmaitym kontaktom obejrzałam ostatnio pół domu. Tak, wiem, zarzekałam się, żadnej wrednej współwłasności, żadnych połówek domów, ani w wariancie poziomym, ani pionowym, ale jak to mawiają – „Nigdy nie mów ‚nigdy'”. Opcji zatem całkowicie nie wykluczam. Dużym plusem jest fakt, iż mieszkanie jest po gruntownym remoncie, więc faktycznie moglibyśmy wprowadzić się i mieszkać. Zostawiłam właściciela z moją propozycją ceny, niech sobie przetrawi i odpowie.

W międzyczasie dostałam odzew w sprawie domu, o którym wspominałam w poście: https://wlasnykat.wordpress.com/2013/10/09/would-you-lie-with-me-and-just-forget-the-world/ Muszę przedyskutować sprawę prywatnie, z WT oraz dopytać Pośrednika, czy wyprostowano już zapisy w KW.

Syf w KW to jakaś plaga. Nieaktualne wpisy, błędne adresy nieruchomości, wiszące martwe dusze z prawem do wieczystego użytkowania nieruchomości, jakieś zapisy z czapki o zarządzie sprawowanym nad nieruchomością przez nie-wiadomo-kogo, które dziwią nawet dotychczasowych właścicieli (a nie powinny!), spłacona, a nie wykreślona hipoteka, brak ustanowionej służebności przejazdu etc. etc. To wszystko właśnie oględnie, eufemistycznie obejmuję wyrażeniem „wyprostować zapisy w KW”.

 

„Jak ja lubię się śmiać… to takie ciekawe doświadczenie.”

Poziom frustracji ostatnio sięga czerwonej kreski. Głównie z powodu arogancji właścicieli nieruchomości, sprzedających (w ich mniemaniu, oczywiście) ociekające złotem pałace, bądź robienia przez nich ze mnie idiotki. Pomijam już trudności z umówieniem się na spotkanie i późniejsze obwinianie mnie, że to ja pokręciłam terminy. To tylko drobne nieporozumienia. Jednak zaczynam sapać z irytacji, gdy ktoś próbuje zrobić mnie w kunia w sprawach natury formalnej.

Przykład: Gdy właściciel słodkim jak cukier głosem zapewnił mnie, że księgi wieczyste ma czyste (Oj, pojechałam rymem częstochowskim, pojechałam) i mam mu ZAUFAĆ w tej kwestii, o mało nie wybuchnęłam śmiechem.

Uf uf. Dobrze, pośmialiśmy się, ale proszę mi jednak podać numer KW.

Za pierwszym razem otrzymałam błędny numer KW. Podczas kolejnej rozmowy zapisałam już poprawny nr KW i zajrzałam tu:

http://ekw.ms.gov.pl/pdcbdkw/pdcbdkw.html

Jest to aplikacja Ministerstwa Sprawiedliwości, dzięki której za darmo, znając numer KW, można obejrzeć ją sobie na wszystkie strony. Tak też i zrobiłam. Potem szybka konsultacja z mentorem i WT, ponieważ rzuciły mi się w oczy 3 wpisy, które obecny właściciel powinien skorygować. Gdy zwróciłam mu na to uwagę w trakcie rozmowy telefonicznej, spotkałam się z żywym protestem, że przecież KW jest czysta, że nie będzie nic zmieniać, na koniec jeszcze rzucił standardowym argumentem pt. „Mam innych chętnych”. Cóż. Jeśli owi chętni są ślepi, głupi i naiwni (bądź totalnie beztroscy, jak chyba większość kupujących – tak stwierdzam na podstawie obserwacji), to łykną temat jak pelikan. Ja natomiast w dalszym ciągu obstaję przy konieczności naniesienia poprawek i wyjaśnienia zamierzchłych wpisów, które prawdopodobnie są już nieaktualne, Albowiem:

„Jestem elastyczny, ale w sprawie stopy obowiązuje zero tolerancji.”

***

Na odstresowanie (głównie moje) przesyłam garść znalezionych znowu smaczków w przepastnych głębinach Internetu.

W filtrze wyszukiwarki na portalu zaznaczyłam mieszkania składające się przynajmniej z 3 pokoi. Oto, co znalazłam: „Oferta sprzedaży komfortowego, klimatyzowanego mieszkania o powierzchni 44,10 m2”. 3-pokojowe mieszkanie + powierzchnia ledwo ponad 44m2 != komfort. Zdecydowanie nie.

„Dom o dużym potencjale adaptacyjnym, dla osób z własną wizją, ceniących komfort życia w prestiżowej dzielnicy.” Czytaj: Rudera do remontu, ale za to w prestiżowej dzielnicy, więc nie dziw się wysokiej cenie, tylko płać i noś dumnie głowę.

„Dom jest jednopiętrowy. Parter jest jeszcze zamieszkiwany a 1 piętro jest już wolne do zamieszkania.” A lokatorzy z parteru wyprowadzą się kiedy…?

„MIESZKANIE Z DUŻYM POTENCJAŁEM ARANŻACYJNYM!! Dla KREATYWNYCH!!” – Czytaj: Wyjątkowa rudera do wyjątkowo dużego remontu. Ale przynajmniej wszystko będzie zaprojektowane i urządzone wg Twojego uznania.

„Do mieszkania przynależy kawałek ogródka” – Ze wzruszeniem przyznaję, że jest to najuczciwszy opis, który do tej pory czytałam.